Category "blog-jpwf"

Polacy, podnieśmy WYSOKO głowy! Właśnie wróciłam z dwutygodniowego urlopu w Stanach. Poniżej o tym, czego się nauczyłam, co sobie przypomniałam. I oczywiście kilka fotek!



 

Czego nauczyłam się na urlopie w USA?


 

1.Polska jest piękna i nie brak nam absolutnie niczego.


Zacznę od tego, że kiedyś miałam w głowie przekonanie, że my tu w Polsce to bidę klepiemy. Na pewno w jakiś sposób tak było, tego “gorszego, polskiego” świata doświadczyli nasi dziadkowie, a także rodzice. Kiedy byłam w Waszyngtonie za czasów szkoły podstawowej, wydawało mi się, że frytki i lody na śniadanie to największy luksus świata. Serio.

Wróciłam wówczas do kraju z przekonaniem,  że kocham Polskę, ale jeszcze wiele przed nami do nadrobienia na świecie.

 

Gdy byłam w Kalifornii i całym zachodnim wybrzeżu jakieś 7-8 lat temu, różnica między Polską a USA nie zarysowywała się już tak wyraźnie. Świadomość tego, jak zdrowo jeść i miło żyć, była już u mnie większa, miałam na karku kilkanaście doświadczeń podróżniczych po Polsce i Europie, a tym samym szerokie spektrum porównania. Wówczas Stany zachwyciły mnie parkami krajobrazowymi i doskonałą organizacją chyba wszystkiego – od lotniska, przez atrakcje turystyczne, aż po rozbijanie namiotu w Wielkim Kanionie. Do dziś pamiętam “stanowiska namiotowe” – każdy namiot miał swój stolik, dwie ławki, grill, skrzynię na jedzenie (ochrona przed niedźwiedziami), drewno na opał. Budziło to mój zachwyt.

 

Teraz wracam ze Stanów – z Nowego Jorku, gdzie biegłam maraton (zdjęcia i wrażenia niebawem w osobnym poście, a jakże!) oraz z Florydy, gdzie odpoczywałam. Ktoś by powiedział, że to piękne miejsca. A ja napiszę, że NIC PIĘKNIEJSZE OD POLSKI.

 

Tak się składa, że w dniu 11 listopada, w 100tną rocznicę Święta Niepodległości, byłam niedaleko Miami. W okolicach tego Święta moje dzieci trzymały flagę biało-czerwoną – podczas parady narodów w Nowym Jorku, podczas biegów czy odbioru pakietów startowych. Polska była w Stanach widoczna.

Maraton. Z biegaczami z Polski robimy fotkę w maratońskiej wiosce, na kilka godzin przed biegiem :)

Maraton. Z biegaczami z Polski robimy fotkę w maratońskiej wiosce, na kilka godzin przed biegiem 🙂



 

Napiszę też o czymś innym. Z innego punktu widzenia.

 

Podczas całego tygodnia widziałam też parę razy na dobę amerykański patriotyzm. Ksiądz na mszy w kościele w mieście Orange City (można oglądać zwykłe, aczkolwiek cudne amerykańskie domy!) podczas kazania dwa razy powiedział: “I’m proud to be American”. I dostał głośne brawa od modlących się. Flaga amerykańska wisi na co trzecim domu. Wisi przed każdą atrakcją turystyczną. Jest na prawie każdym bilecie wstępu do turystycznej atrakcji.

Pani w hotelu w Miami (z pochodzenia Włoszka) mówi przy powitaniu: “Welcome to paradise”. Kelner we włoskiej restauracji, który uciekł z Rzymu w poszukiwaniu pracy – wypowiada się z pewną dumą o amerykańskich zwyczajach, jakie przejmuje. Amerykanie nie potrzebują obchodzić swego narodowego święta, by patriotyzm był wyraźnie widoczny w ich miastach, domach, sercach.

 

Też tak powinno być u nas! Polska NIEPODLEGŁA NIECH ŻYJE! Niech żyje NA CO DZIEŃ!

365 dni w roku – w przedszkolach, szkołach, nad szyldami polskich, rodzinnych firm – Polska niech żyje!

 

I nie mam na myśli komentowania naszej sceny politycznej. Jestem daleka od tego.

 

Mam na myśli piękno naszego kraju i dumę, jaką każdy Polak powinien nosić w sercu i pokazywać innym z identycznym, majestatycznym przekonaniem, jak mówią o swoim kraju mieszkańcy USA. Nie tylko “rodowici” Amerykanie.

 

Mamy piękne parki krajobrazowe, mamy czyste, złote plaże. Mamy góry. Cudowne jeziora i lasy. Zielone miasta. I piękne rodzinne biznesy! (polecam ostatni nr Forbesa, i cały rok 2019 – Forbes ma pisać o firmach rodzinnych, wreszcie! ). Mamy mnóstwo innych fantastycznych rzeczy, o jakich piszę poniżej w kolejnych punktach.

 

2.Jedzenie.


Nie wiem, jak to napisać, by było grzecznie. Posłużę się słowami mojej córki, lat 5, której zabroniłam mówić przy posiłku: “ble!” Wówczas Łucja ukuła sobie zwrot: “Mama, to jest niepyszne“.

I każdy wie, przy stole, co to oznacza :D

Zatem, delikatnie mówiąc, jedzenie w USA jest niepyszne.

 

To, co mamy w Polsce – warzywa i owoce z polskich upraw -nasze maliny czy jabłka – o, to jest fenomen! W USA każdy owoc, oprócz bananów i winogron, i arbuzów, był jakiś “niedorobiony”. Nawet – paradoksalnie – borówka amerykańska! Owsianka z kawałkami jabłek smakowała jak guma. Sałatka z jajkiem miała tłusty sos, ledwo wyczułam liścia sałaty lodowej (bo roszponki, rukoli, botwinki, jarmużu, szpinaku – po prostu nie ma).

 

W Stanach je się albo słono, albo słodko. I oczywiście tłusto. Konserwanty są na porządku dziennym, produkty ekologiczne w zwykłych sklepach są nie do znalezienia. Lodówki pełne są półproduktów, których skład odstraszyłby nie tylko mamę małych dzieci, ale także zwykłego faceta, który niewiele wie o jedzeniu, a po prostu nie chciałby się zrobić od tego jedzenia zielony.

 

Na śniadania w hotelach z basenem i podgrzewaną  w nim ciepłą wodą – zatem jakiś tam standard miały – podaje się tylko tosty, odmrażane białe bułki, i dżemy – które nazywa się “jelly”. Kawałków owoców nie znajdziesz w nich za cholerę.

 

I znowu – ja nie narzekam. Jadłam gofry,pizzę, zajrzałam dwa razy do włoskiej knajpy, trochę mieliśmy jedzenia z Polski. Każdy kraj jest jakiś i trzeba to akceptować. Chcę tylko napisać, że nasza kuchnia polska, jak i świadomość wagi jakości pożywienia oraz dostęp do zdrowej żywności – to po prostu jest coś.  Bądźmy dumni z malinowych pomidorów, marchewki z domowego ogródka i soków wyciskanych z buraka na świeżo. Po prostu.

 

3. Ochrona środowiska.


Ten punkt zostawię bez komentarza. U nas za plastiki się płaci. Modne są torby materiałowe. Kwitnie biznes eko.

W Stanach 5 rzeczy w supermarketach pakują do 4 plastikowych torebek (osobno ubrania, chemia, jogurty, owoce). Śniadania je się w hotelach 3* z plastikowych sztućców, pije kawę w plastikowych kubeczkach. Zarówno w Nowym Joru, jak i na Florydzie, w 8 miejscach, w jakich spałam – ten sam problem- TONY PLASTIKU wyrzucanego codziennie przez turystów do dużych, czarnych worków na śmieci. Trudno jeść inaczej, musiałbyś mieć swój własny zestaw talerzy, zabranych z domu.

 

Może ktoś z Was był niedawno w USA i akurat trafił inaczej? Bardzo mnie to ciekawi.

 

Nie mniej jednak:

Polsko – Ty w temacie ochrony środowiska i świadomości recyklingu też masz się całkiem dobrze! Serio.


 

4.Ludzie w USA są bardzo mili.


Tu wielki plus dla Amerykanów. Są bardzo mili. Bardzo.

Starają się pomóc w wielu sytuacjach. Na wszystkie kontakty z nimi, jakie miałam, od wyjścia z samolotu na lotnisku w NYC, po Key West i północną Florydę, przez obsługę metra, wynajem samochodu i zakup lodów – naprawdę wszyscy są bardzo mili.

 

Czarny czy biały. Hindus czy Chińczyk – każdy się uśmiecha. Stara się pomóc. W całym tym zwiedzaniu natknęliśmy się tylko na jedną średnio miłą panią przy odprawie na lotnisku. Może, jak to mówią, wyjątek potwierdza regułę.

 

Pozytywna postaw. Amerykańskie bycie “polite”. To bardzo uderzające jest. Ludzie w metrze sami pomagają dojechać do celu, nie musisz ich pytać. Kiedy nie wiesz, jak dojść do danej atrakcji turystycznej, każdy stara się pomóc. Mają cierpliwość, by to samo tłumaczyć po 2-3 razy. Zagadują. Widać, że optymizm w pierwszym wrażeniu mają po prostu dobrze opanowany.

 

Nie wspomnę o tym, że często pomagają ludzie biedniejsi, tacy, którzy pracują na najniższych stanowiskach. Osoby sprzątające, osoby kontrolujące ruch w metrze, ochroniarze. Naprawdę czują tam sens swojej pracy.

 

I to jest świetne. I to zapamiętam. I to jest warte odnotowania.

 

Dla kontrastu: Dwa dni przed wylotem na urlop prowadziłam szkolenie w Warszawie. Jadąc tam pendolino, słyszę tekst od pani obok, która jedzie w celach służbowych również do Warszawy. Pani ledwo co wsiadła, a komentuje: “Ale ciasno, za takie pieniądze”. Otóż okazało się w trakcie, że ta pani pracuje w zarządzie jednej ze znanych, trójmiejskich firm (!!). I jedzie się szkolić do Golden Tulip 4* w centrum Warszawy. Dzwoniła powiedzieć, że spóźni się na szkolenie – więc usłyszałam,  chcąc nie chcąc.

Zarówno pendolino, jak i prestiż hotelu, powinny zobowiązywać. To są naprawdę dobre warunki podróży służbowej. Ale jak widać, nie dla niej.

 

Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że jako naród ciągle jednak narzekamy. A PO PROSTU NIE WARTO. Szkoda życia. Doceńmy to, co mamy! Bo mamy naprawdę wiele! Stany Zjednoczone, choć piękne i ciekawe, to żaden raj utracony.


 

5. Msza święta odprawiana jest na wesoło.


Cudowne doświadczenie. Byliśmy dwa razy w kościele (o mszy w Katedrze Św. Patryka w NYC jeszcze napiszę), i dwa razy  było to bardzo radosne przeżycie.

 

Ksiądz w Orange City wita się z wiernymi, podaje rękę. Pyta moje dzieci: “Are you ready for church today?”, a sam dodaje “Well, I’m not”. Ale jest kwadrans do mszy i ma jeszcze czas :)

 

Na kazaniu ksiądz opowiada dowcipy, a życząc nam miłej niedzieli mówi: “Idźcie z rodziną napić się Martini”. I może to wyglądać na bagatelizowanie wiary. Nic bardziej mylnego. Pięknie gra podczas całej mszy zespół muzyczny, komunię przyjmuje 80% obecnych w kościele. Przed wejściem na mszę rozdawany jest jej program, spis pieśni, nazwiska osób, które służą do mszy, informacje o konkretnych wersetach z Biblii, jakie będą czytane. Podaje się też informacje o tym, ile zebrano w zeszłym tygodniu na tacy.

 

Po mszy ludzie zostają na wspólne spędzenie czasu na terenie parafii. A samo kazanie? Było o tym, jak wiele zawdzięczamy Bogu, z hasłem przewodnim: “Nie byłbym tutaj, gdyby nie Bóg“. I dodam jeszcze, jak wiele w USA modlitw porusza temat terroryzmu i jak wielkie milczenie obejmuje wówczas kościół. Bardzo czuć wówczas wsparcie wspólnoty.


 

6. Relacja z mamą.


Na koniec napiszę, że pobyt w USA jeszcze bardziej umocnił moją relację z rodziną, szczególnie z Mamą. Wiem, że podróż trwająca ponad dobę nie leży w jej kręgu zainteresowania. Wiem, że spanie w samolocie to nie jej życiowa pasja, ani jazda nowojorskim, co tu dużo mówić – średnio pachnącym – metrem.

Ale wiem, że przeżyła. I wiem, że zrobiła to dla mnie. Zaopiekowała się dziećmi, gdy ja z mężem biegłam maraton. I było to jedno z naszych piękniejszych przeżyć w USA – maraton, podczas którego wiwatuje Ci z polską flagą cała rodzina.

 

Ale o samym maratonie, -o już w kolejnym poście niebawem. Teraz rzuć okiem na inne fotki :)

 

W tle Pomnik Pamięci ofiar zamachu terrorystycznego z 11 września – World Trade Centre.



 

World Trade Centre

World Trade Centre


Z Bykiem z Wall Street, jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli Nowego Jorku.W tej dzielnicy zdecydowanie brak równowagi praca – dom 🙂 A gmach giełdy nowojorskiej OGROMNY! Jak wiele zabytków w Stanach – musi być gigantyczny.



 

Zimnooo… Choć tam w tle Statua Wolności.



 

 

Miami. Piękne, luksusowe promy z basenami na najwyższych pokładach.



 

 

Blue Spring Park. Idealny na spokojny dzień z rodziną, z dala od miasta. Robimy grilla, paląc suche liście palmowe:)



 

Jedno z najładniejszych miejsc na Kubie, czyli Key West. Niedaleko mieszkał Hemingway. Palmy, tropik, czysta woda. Miał, gdzie łapać wenę.



 

 

Plaża w Miami Beach. Bardzo ciepło. Ponad 30 stopni.



 

 

Key West. Jeszcze cieplej. Tylko 90 mil do Kuby. Piękne domki, klimaty kubańskie, cygara i muzyka.



 

 

Słynne budki ratownicze. Pameli Anderson nie spotkałam 🙂 Więcej fotek, także tych z Centrum kosmicznego NASA, pokazuję na spotkaniach prywatnych 🙂



 

 

Artykuł Czego nauczyłam się na urlopie w USA? pochodzi z serwisu Jak prowadzić własną firmę?.


Source: News

nie jestem ze stali. Też mam słabe momenty

Ten post postanowiłam napisać po ostatnim wywiadzie, jakiego udzieliłam dla jednej z biznesowych gazet. Od dziennikarza usłyszałam wiele ciepłych słów. Tymczasem chcę też powiedzieć, że mam swoje słabości, trudne momenty i że często walczę sama z sobą.

 

 

Od 10tych urodzin mojej firmy Personia minął miesiąc. Dla uczestników szkolenia Możesz Więcej Niż Myślisz było to ekscytujące przeżycie, po którym wiele osób składało gratulacje. Jak czytasz Facebooka, przeglądasz Instagrama lub znasz mnie z innych mediów, to możesz myśleć, że taka pozytywna osoba żyje radośnie 365 dni w roku.

 

Jeśli ktoś zamienił ze mną kilka zdań na spotkaniu networkingowym lub na konferencji, albo spędził nawet kilka dni na sali szkoleniowej, też pewnie odniósł wrażenie, że energia i optymizm są ze mną całą dobę.

 

Otóż chcę zapewnić, że NIE JESTEM ZE STALI. Mam, jak każdy człowiek chodzący po tej ziemi, trudne momenty, potrafię ryczeć pół godziny bez przerwy i czuć się bezradna. Wierz mi, że stan ten przypomina bardziej histerię niż racjonalne zachowanie osoby prężnej życiowo.

 

Co robię, gdy mam gorszy moment?


Płaczę. Krzyczę na dzieci. Krzyczę na męża. Potrafię być niezłą zołzą. Rozkazuję. Jestem niemiła. Mam swoje fochy. Leżę w łóżku i nie mogę wstać. Jem coś bardzo niezdrowego, najczęściej z cukrem. Dzwonię do mamy się pożalić, a jeśli nie słucha, to też jestem na nią zła (!). Tak samo z mężem – jak mnie nie wspiera po mojemu, to jemu dostanie się pierwszemu w kolejce. 

 

Dalej lećmy – nie śpię po nocach. Bolą mnie plecy. Narzekam na pracę i to, jak mi ciężko. Umawiam się ze znajomymi, bo liczę, że przy ludziach mi przejdzie, a potem spotykam się z nimi bez humoru i jestem na siebie zła, że w ogóle się umówiłam. Generalnie -> I’m pain in the ass. Dla siebie i oczywiście dla innych.

 

 

I co dzieje się potem?


I tu jest klucz do wszystkiego. Robię wszystko, co powyższe i jeszcze gorzej. Przykładowo w zeszłym roku, po nagłej śmierci kogoś dla mnie w pewien sposób ważnego, płakałam po 22.00 na fotelu, nie mogłam się fizycznie ruszyć i mama przyjechała do mnie z melisą. Miesiąc czasu dochodziłam do siebie i wiedzą to tylko osoby mi bliskie i dziewczyny z biura.

 

Ale:


 

Wiem coś z praktyki, a nie z teorii:


 

JA WIEM, że życie toczy się dalej. WIEM, że płacz i bezradność, krzyki i fochy nikomu nie pomogły. WIEM, że zaburzają pracę mojego organizmu, utrudniają koncentrację, rzutują bardzo negatywnie na cerę i wygląd. WIEM też, że od osoby “trudnej” raczej LUDZIE ODCHODZĄ niż przychodzą. Taka osoba nie jest w żaden sposób sexy do życia. Nie jest w stanie pomóc sobie, nie jest w stanie pomóc nikomu innemu – to czysty egoizm jest, w najgorszym wydaniu, bo oprócz przynoszenia szkody innym, zabija też nasze ciało i naszą psychikę, paradoksalnie właśnie wtedy, gdy się nad sobą i swoim losem egoistycznie użalamy!

WIEM też, że skoro coś się stało, to tak miało się stać, że czuwa nad tym Opatrzność, a ludzie są zbyt mali, by z nią dyskutować.

 

I WIEM to, co mówię, Z PRAKTYKI. Nie z teorii. Mnóstwo ludzi to wie z teorii, ale mało osób stosuje w praktyce. A to jest kolosalna różnica.

 

Po pierwsze, zaufaj, że tak miało się stać.

Po drugie, wyciągnij z tego dobro dla świata. Pisałam trochę na ten temat już tutaj.

A po trzecie: Wyznacz pół godziny na fochy czy krzyki, a nawet cały dzień, jeśli musisz, a potem powiedz DOŚĆ. Jeśli sprawa jest ciężka, to wyznacz miesiąc, ale po miesiącu weź się w garść i powiedz sobie DOŚĆ.

 

Ja zawsze sobie mówię: Możesz ocalić ten dzień. Możesz ocalić jeszcze ten tydzień, jeśli CHCESZ.

Jak wstaję niewyspana którąś noc z rzędu (np. dziś dopiero wychodzę bardzo powoli z jetlaga po powrocie ze Stanów), nie wychodzę z łóżka, dopóki moja głowa nie nabierze pozytywnego nastawienia. Mówię do męża – to autentyk jest – “Łukasz, Ty wstań, bo jak ja teraz wstanę, to was wszystkich pozabijam. Muszę poleżeć chwilę w samotności.”

 

I leżę, i pracuję nad sobą. Dla siebie pracuję. Dla innych pracuję. Bo chcę. Bo chcę spędzać miło moje życie. Bo chcę, by rodzina mnie kochała. Bo chcę być dla kogoś wzorem. 

 

NIE JESTEM ZE STALI. Ale się staram i CHCĘ. Akceptuję swoje negatywne zachowania, ALE NIE POZWALAM im przejąć długofalowej kontroli nad tym, KIM JESTEM.

Artykuł Nie jestem ze stali. Też mam słabe momenty. pochodzi z serwisu Jak prowadzić własną firmę?.


Source: News

sukcesy i porażki 10 lat firmy Personia

Parę dni temu świętowaliśmy nasze 10. Urodziny firmy (fotki poniżej). Co uznałabym za swoje największe sukcesy? Co na największe porażki?



Posta ubogacam zdjęciami z Seminarium “Możesz Więcej Niż Myślisz” Edycja 3.0. (z dnia 20.10.2018). Tutaj obchodziliśmy nasze 10te urodziny. Piękne fotki pochodzą od Ani Osiak.

 

Największe przełomowe sukcesy w mojej firmie Personia to:


 

1. Zmieniamy realnie życie ludzi oraz ich firm .


Bez dwóch zdań. Uczestnicy szkoleń przynoszą nam kwiaty. Piszą długie maile. Wzruszają się. Zmieniają się. Dzięki nam. Wiem to.

 

Kandydaci znajdują dobre miejsca nowego zatrudnienia. A klienci dobrych pracowników. Mamy dobre pomysły doradcze na rozwój wiele firm. Dzięki nam firmy powiększają zyski, porządkują procesy. Zdobywają nowych klientów. Rozwijają się w zakresie szeregu kompetencji miękkich. A finalnie oczywiście – więcej znaczą na rynku i powiększają swoją przewagę nad konkurencją.

 

I choć ktoś może zarzucić, że się chwalę – niech spojrzy proszę na punkt nr 2 i 3 w liście  porażek.

sukcesy i porażki 10 lat firmy

 

2. Moja praca umożliwia lepsze życie mojej rodzinie.


 

To wielki sukces jest. Moja praca tworzy rzeczywistość, w której funkcjonują dzieci, mąż, przyjaciele, bliscy. Wielkim sukcesem jest to, że mam nadal pasję do biznesu, przedsiębiorczości. Że moje dzieci (lat 4 i 5) potrafią same negocjować zakup używanej hulajnogi. Że mamy finanse na to, by spełniać nasze rodzinne marzenia (np. podróż do Stanów Zjednoczonych).  Że przyjaciele dzwonią do mnie po inspirację dotyczącą prowadzenia eventu, jaki sami organizują niebawem w firmie i korzystają z moich 5-minutowych telefonicznych rad.

 

Że mimo tego całego pędu, w jakim żyjemy, mam czas na bycie mamą i żoną. Córką i przyjacielem.

 

Sukcesem jest, że praca mnie nie zabiła. Serio. Jestem “urodzonym pracoholikiem” i to cud jest, że przestałam tyrać po nocach. Że się nie wypaliłam. Że nie mam złego stanu zdrowia, złych nawyków, popsutych relacji z ważnymi dla mnie ludźmi. Bardzo wiele zawdzięczam tutaj Mężowi, bo kilka lat temu NAPRAWDĘ bywało różnie.

 

 

3. Otwieramy sieć franczyzową. Rozwijamy się dynamicznie.


Wreszcie zaczęłam myśleć na wielką skalę. Czy kolejne 10ciolecie firmy przyniesie nam większy rozgłos? Czy będziemy obecni jako firma w 30 miejscach w Polsce? 30 zagranicą? Kto wie. Ale wiem, że sukcesem są pierwsze rozmowy z franczyzobiorcami. I posiadanie marki firmy, która coś w tym kraju już znaczy.

 

Sukcesem jest to, że firma zmieniała lokalizacje. Pierwszy lokal – hmm, moje mieszkanie. Drugi lokal istniał w suterenie. Stałym gościem były w nim żuczki, pająki i inne dziwne owady. Trzeci – wynajęte mieszkanie. Czwarty – też mieszkanie, ale z punktu widzenia zarządzania finansami i naszej rodzinnej atmosfery pracy – to na ten moment jest strzał w dziesiątkę. Kupiliśmy też lepsze sprzęty techniczne (te stare to była i jest masakra). Stać nas na umowy o pracę dla pracowników. W firmie “urodziło się / urodzi się” u naszych pracowników trójka dzieciaków (+ dwójka moich). To są piękne przejawy wzrostu.

sukcesy i porażki 10 lat firmy Personia

sukcesy i porażki 10 lat firmy Personia



 

4.  Najlepszy na świecie – Zespół.


Bez Dziewczyn w Personii byłabym pusta. One ogarniają mnóstwo spraw, kiedy ja jestem na scenie. Gdy piszę tego posta. Gdy sama nie mam siły lub wiedzy, by czymś tam się zająć.

 

W Zespole jest siła. A w TYM zespole jest też wsparcie jak w najlepszej rodzinie. Jest prawda. Jest uczciwość. Jest zaufanie. Jest miejsce na płacz i śmiech. Jest miejsce na błędy i spektakularne sukcesy. Jest miejsce na prawdziwe życie.

 

sukcesy i porażki 10 lat firmy Personia

sukcesy i porażki 10 lat firmy Personia



 

5.  Obsługujemy najlepsze i najpopularniejsze firmy świata. I nie tylko.


Wielkim sukcesem są marki firmy, które z nami pracują. Nazwiska osób – naszych Klientów, rozpoznawalnych w całej Polsce. Brandy ogólnoświatowych firm. Placówki administracji państwowej najwyżej postawionej w tym kraju.

 

I piękne jest to, że oferując produkty dla TAKIEGO RYNKU , mamy też ofertę dla firm średnich, małych i mikro. Że możemy pomóc tym, których budżety są znacznie mniejsze. Ale których praca jest równie ważna dla społeczeństwa.

 

To wielki sukces jest. Być na tyle profesjonalnym, że możemy dotykać gwiazd, i na tyle ludzkim, że możemy pomóc prawie każdemu najmniejszemu przedsiębiorcy.

 

sukcesy i porażki 10 lat firmy Personia

 

 

 

Największe porażki / fuck upy w historii firmy:

1.Popełniłam bankruta.


Prowadziłam 6 lat klub fitness, który po zajściu przeze mnie w drugą ciążę okazał się totalnie nierentowny. Historia jest taka, że nie mogłam już ćwiczyć fizycznie jako instruktor i musiałam zatrudnić więcej kadry.

 

Klub przynosił straty regularnie co miesiąc, ale nie to było problemem. Problemem było to, że:

(1) cały rok czasu nie miałam odwagi go zamknąć.

Bałam się, że zostanie to źle przyjęte przez moich znajomych czy klientów. I panicznie bałam się tego, czy teraz ktoś nie uzna mnie za ofiarę. To był jeden z najbardziej absurdalnych lęków w moim życiu.

 

Po zamknięciu fitnessu wszystko było lżejsze, łatwiejsze i co ważne – dziś uważam to za cenną lekcję, która bardzo pomaga mi prowadzić konsultacje doradcze czy coachingi dla innych szefów firm.

 

(2) nie potrafiłam tworzyć firmy beze mnie.

Nie układałam procesów tak, by firma przetrwała bez mojej wiedzy, czasu i zaangażowania. To był bardzo duży błąd, który popełniałam te 6 lat. Jeśli jako szef firmy stawiasz wszystko na swojej osobie, to jest katastrofa dla firmy. I katastrofa dla Ciebie.

 

2.Ignorowałam rolę budowania marki wokół nazwiska i nazwy firmy.


W tym nie byłam nigdy super dobra, ale uczę się i doskonalę. Kiedyś bliska mi osoba powiedziała do mnie “Marta, ale masz parcie na szkło”. To było wtedy, gdy jakiś dziennikarz napisał o mnie wzmiankę na Trójmiasto.pl . Było to zupełnie darmowe.

 

Tak się tym przejęłam, nie tym artykułem, który był świetny, ale tą uwagą. Zabolało mnie to. Nie chciałam, by ktoś myślał, że płacę za dobre opinie albo za artykuły w prasie o moje firmie. Ta głupia – teraz to wiem – uwaga szła ze mną kilka dobrych lat, zanim się na nowo ośmieliłam. Zdecydowanie za długo czekałam.

 

Teraz wiem, że warto dobrze o sobie pisać i że PR jest ważny. I choć nie płacę za te usługi nadal, i to się raczej nie zmieni, to wiem, że proszenie ludzi o wystawienie komentarzy o naszych usługach czy moich działaniach dla klientów jest doskonałą formą rzetelnego informowania rynku o tym, jacy jesteśmy.

 

A jak trafi się zły komentarz? Świetnie. Mamy nad czym pracować i doskonalić się. Nikt nie jest idealny i konstruktywna krytyka jest zwyczajnie potrzebna.

 

sukcesy i porażki 10 lat firmy Personia

 

 

3. Nie świętowałam sukcesów.


Jak zrobiłam coś dobrze, leciałam do kolejnego działania. Wydawało mi się, że tak trzeba. Nie byłam pod tym względem dobrym liderem dla pracowników. Nie doceniałam ich pracy. Nie potrafiłam powiedzieć: “Teraz weź wolne, bo na nie zasłużyłaś. Poza tym w zamrażalce czekają lody – to specjalnie DLA CIEBIE”.

Mówiłam: “Świetnie Ola. Proszę wyślij maila i zadzwoń tu i tu” –> kolejne zadania przecież czekały.

To duży błąd był przez wiele lat. Mi nie budował samooceny. Nie budował ducha pracy zespołowej. Byłam wiecznie wymagająca. A po zrobieniu zadania – było ono odhaczone. I nikt z zespołu nie mógł należycie budować dumy z tego, co osiągnął.

 

 

sukcesy i porażki 10 lat firmy Personia

 

4. Nie liczyły się dla mnie pieniądze.


Pewnie to Cię zwali z nóg. Ale dla mnie naprawdę nie liczyły się kiedyś pieniądze. Robiłam swoją pracę najlepiej, jak umiem. Ale nie potrafiłam wywalczyć lepszego wynagrodzenia za realizowane projekty. Nie byłam stanowcza i nie wierzyłam, że “z taką cerą i w takim stroju” zasługuję na więcej profitów finansowych.

 

Mężczyźni – choć nie wszyscy – potrafią się bardzo cenić. Ostatnio rozmawiałam z jednym z nich i poprosiłam o drobną przysługę. I usłyszałam od niego pytanie: “Ile dostanę za to hajsu” – to cytat.

 

W życiu nie przyszłoby mi do głowy, by tak komuś odpowiedzieć przy takiej sprawie. Nie neguję tego kolegi. Mówię tylko, że kobietom rzadziej do głowy przychodzą takie pomysły. Boimy się etykietki “materialistka”.

 

Za to wybieramy etykietkę “ofiary” czy “pionka w grze”. Wiem, co mówię, bo tak właśnie robiłam przez 6 lat prowadzenia firmy. Teraz mówię otwarcie i nie wstydzę się: konsultacje kosztują u mnie minimum 500 zł netto za godzinę (i cena wzrośnie). Ich jakość ocala rok – dwa pracy klienta. Jestem z tego dumna. Bo nie mam się czego wstydzić. Moją pracę, kompetencje miękkie i merytoryczne oraz zaangażowanie można bardzo łatwo zweryfikować.

 

sukcesy i porażki 10 lat firmy Personia

sukcesy i porażki 10 lat firmy Personia



 

5. Więcej rzeczy mi się nie udało, niż udało.


Dla kogoś to mogą być drobnostki. Dla mnie nie były. Dwa razy zatrudniłam złą osobę do pracy. Straciłam kiedyś przez to 1/4 włosów na głowie. Wypadły z dnia na dzień (serio!!!!). To jest możliwe. Taki był stres. To było straszne. Naprawdę straszne.

 

Innym razem, gdy byłam w 9tym miesiącu ciąży, klient tak mnie opieprzył telefonicznie o 20.00 za pewien błąd w sztuce (po części miał rację, ale po części), że następnego dnia byłam na porodówce.  Dziecko było zagrożone. Poród był w terminie – był to pierwszy dzień 38.tygodnia ciąży. Ale ja wiem, że urodziłam przez niego. Nie powinnam była tak długo pracować w ciąży. Nie powinnam była odebrać tego telefonu – tym bardziej o 20.00. I nawet napiszę, że chyba nie powinnam była obsługiwać w ogóle takiego pieniacza.

 

Popełniłam też wiele błędów w relacjach z bliskimi, przyjaciółmi, pracownikami (byłymi i obecnymi), dostawcami i klientami. To dobry moment na to, by im powiedzieć PRZEPRASZAM.

 

Zaczynam nowe 10 lat. TRZYMAJCIE ZA NAS KCIUKI. JA TRZYMAM ZA WAS <3

 

sukcesy i porażki 10 lat firmy Personia

 

 

 

 

 

Artykuł 5 sukcesów i 5 porażek na mojej 10letniej liście jako szefa firmy. pochodzi z serwisu Jak prowadzić własną firmę?.


Source: News

czego nauczyłam się przez 10 lat prowadzenia firmy

Wczoraj dokładnie moja firma miała 10 lat. W tym poście dzielę się wiedzą, jaką pozyskałam przez te 10 ostatnich lat. NIEBANALNĄ WIEDZĄ.

 



Firmę zarejestrowałam 15 października 2008r. A rozpoczęłam działalność dzień później, w 30 rocznicę Pontyfikatu Jana Pawła II. Wielka data to dla mnie z wielu względów. I WIELKA NAUKA. Teraz podzielę się z Tobą tym, czego przez te 10 lat nauczyłam się o biznesie, o sobie, o życiu.

 

Czego nauczyłam się przez 10 lat prowadzenia firmy?


Kolejność punktów nie ma tu  specjalnego znaczenia :)

 

1.Firma to narzędzie, i praca to narzędzie.


Narzędzie służące do tego, byśmy byli kim chcemy, z kim chcemy, jak chcemy. Prowadzenie firmy i robienie kasy nie może być celem samym w sobie. To jest tylko narzędzie.

 

Ktoś, kto spędzał w pracy po 12 – 16 godzin, tak jak ja w pierwszych latach działalności, popełnia duuuży błąd. Musimy mieć życie obok firmy. NIEZALEŻNIE OD FIRMY.

Musimy mieć znajomych spoza firmy. Pasje i marzenia dotyczące nas samych i bliskich, a nie tylko cele służbowe. Jeśli tak będzie, prowadzenie firmy może świetnie wpisywać się w Twój sposób na życie (to modne słowo “lifestyle”!).

Więcej na ten temat możesz przeczytać np. tutaj:

O: pieniądzach i o rolach szefa w firmie.

 

2.Prowadzenie firmy jest szkołą życia, w której porażka jest NORMALNĄ RZECZĄ.


Jest to droga pełna wybojów.  Czasami miła, czasami wkurzająca. Ale na pewno jest to droga PEŁNA PORAŻEK, niejako wkomponowanych w ścieżkę kariery każdego przedsiębiorcy.

 

Jeśli chcesz prowadzić biznes, musisz przyjąć z pokorą, że część Twoich działań nigdy nie wypali. Część Twoich marzeń i entuzjastycznych pomysłów przyniesie Ci same problemy. Może po drodze nieraz zostaniesz bankrutem. Może stracisz nieraz wiarę w siebie. Może część znajomych odsunie się od Ciebie.

 

Ja nie straszę, bo kocham biznes. Kocham Personię i wiem, że nie mogłabym robić nic innego na świecie. Ale przez te 10 lat nauczyłam się jak nigdy wcześniej, że porażki się akceptuje. Jeśli zaczynasz, to akceptuj 9 porażek na 10 działań. Np. 9 nieudanych telefonów i 1 telefon pozytywny, gdzie ktoś był miły.

 

Jeśli masz doświadczenie i pewne wyczucie rynku / klienta/ pracownika itp. , to pewnie porażki się zmniejszą i pozostaną tak w skali 5/10. Ale nigdy nie oczekuj, że one Cię jakoś szczęśliwie ominą.

Teraz ważne  – patrz punkt 3.

 

3. Każda porażka to szansa.


Jak długo żyję, to wielkaaaa prawda o biznesie jest. Klient odmówił zakupu produktu? Zapytaj “dlaczego?”. Może udoskonali Twój serwis. Dobry pracownik złożył wypowiedzenie w okresie sezonu sprzedażowego w Twojej branży? Być może zmusi Cię do optymalizacji procesów i automotyzacji pracy przez zakup maszyny.

 

MYŚL CZŁOWIEKU, czego masz się nauczyć z danej porażki i JAK JĄ WYKORZYSTAĆ.

 

Dam konkretne przykłady:

Gdy rekrutujemy kandydatów do pracy, a klienci opóźniają się z decyzją o ich zatrudnieniu, bardzo łatwo stracić ciekawe kandydatury. Kilka razy tak właśnie było.

 

Teraz wiemy, by uprzedzać klientów o atrakcyjności danego kandydata i tym samym SZYBCIEJ NIŻ WCZEŚNIEJ zamykamy rekrutację. Takich przykładów jest mnóstwo. Patrz na porażki, co więcej – dziękuj za porażki. ONE MIAŁY CIĘ CZEGOŚ NAUCZYĆ I MIAŁEŚ JE NATYCHMIAST PRZEROBIĆ NA DOBRO.

 

4.Większość ludzi wokół Ciebie potrzebuje większej troski i uwagi, niż myślisz.


Dotyczy to pracowników, klientów, dostawców.

 

Pracownicytrzeba regularnie być przy nich. Być z nimi. To Twoje najsilniejsze ogniwo. Trzeba o nich dbać tak po ludzku – mówię zarówno o docenieniu na bieżąco, jak i zwróceniu uwagi na bieżąco, gdy robią coś źle.

 

Wiele firm straciło renomę, nie dlatego, że zepsuł się ich produkt, ale dlatego, że zepsuły się od środka. Mocna firma od środka, daje wolniejsze sukcesy na zewnątrz (bo zanim obsłuży klienta naprawi konflikt wewnętrzny), ale daje STABILNE SUKCESY. Pracownicy mogą być Twoim wielkim wsparciem – nie tylko zawodowo, ale i prywatnie.

 

U mnie tak jest – nie dlatego, że ja jestem super. Absolutnie. Ale dlatego, że oni mają przestrzeń w firmie, by pokazać, jak bardzo sami są super.

 

W tym miejscu chcę bardzo podziękować tym wszystkim, którzy przez te 10 lat pomagali mi tworzyć piękną markę i robić piękne rzeczy w ramach firmy. Nieoceniona jest rola Anity i Zuzanny, które razem ze mną budują firmę Personia od kilku lat.

 

Klienci i dostawcy – zawsze możesz coś dla nich zrobić lepiej. I nie chodzi o to, że będziesz lepiej negocjować (!). Nie chodzi o to, że będziesz siebie czy ich porównywał z konkurencją, co bywa niesmaczne. Chodzi o to, że dopóki się z nimi rozmawia – tak samo o pozytywach, jak i o negatywach, dopóki jest dialog, wszystko może się ułożyć.

 

NIGDY NIE PAL MOSTÓW. Dziś Twój klient jest na “nie” i macie konflikt. Jutro on może być Twoim partnerem po drugiej stornie stołu. Biznes w wielkich kategoriach nie jest dla ludzi, którzy chcą się odgrywać i są nieskończenie pamiętliwi. Choć tak – oczywiście – troska o klientów czy troska o dostawców – wymaga pewnej dozy asertywności. Patrz punkt 5.

 

5.Szanuj siebie.


O ludzie!! Co to za punkt jest!! Absolutnie szanuj siebie! Jeśli cokolwiek uwłacza Twojej godności, nie toleruj tego.

 

Tego firma nauczyła mnie bardzo. A dotyczy to:

–> odpowiednich cen (nigdy nie zaniżaj cen! NIGDY!!!)

–> odpowiedniego traktowania na spotkaniach (nie toleruj notorycznych braków przygotowania, spóźnień, niemiłych odzywek, uników)

–>braku wywiązywania się z zobowiązań (czy to małych, czy to dużych; czy to zawartych w umowie pisemnej, czy tylko wypowiedzianych słownie); WYMAGAJ OD LUDZI

–>wysypiaj się, odpoczywaj i dbaj o siebie zdrowotnie, duchowo, mentalnie. Przebywaj z właściwymi ludźmi. Uprawiaj sport. Jak jesteś przemęczony, rzuć wszystko w cholerę i weź wolne. I teraz ważne (!) – przeczytaj ten punkt sto razy, jeśli czujesz, że choć trochę pasuje do Ciebie. Od Twojego zdrowia, nastawienia psychicznego, od Twojego poziomu energii zależy CAŁA FIRMA. Nie zawiedź jej.

 

6. Myśl wielkimi kategoriami.


Twórz od razu wielką firmę. W głowie, ale i w systemach zarządzania, w robieniu porządków, w uczeniu się wizyjnego mówienia do ludzi. Ja teraz tworzę sieć franczyzową (zapraszam chętnych do kontaktu) , ale zajęło mi kilka dobrych lat nauczenie się myślenia o skalowaniu biznesu. Jeśli tak jak ja kiedyś, czujesz się w tym słaby, warto zapłacić pieniądze i kupić kilka szkoleń, a nawet na te szkolenia pojeździć po świecie. Zapłacić lepszemu komuś, by otworzył Ci biznesowe oczy. Jeśli tysiąc złotych wydane na odpowiednie szkolenie ocala Ci miesiąc pracy – warto. Jeśli 5 tysięcy złotych ocali Ci rok czy pół roku – warto. Nie bój się płacić. Ja jeżdżę od kilku lat i uważam to za jedną z najlepszych biznesowych inwestycji. Inwestycji w SIEBIE.

 

7.Nie wszyscy będą Cię kochać i wspierać.


Ale Ci co będą – warci są Twojej uwagi w każdej minucie, gdy oni Ciebie potrzebują. Żaden kontakt biznesowy za miliony euro nie odbuduje relacji, jaką z kimś bliskim możesz mieć na co dzień przez lata. W biznesie zawsze najpierw ludzie, a potem pieniądze.

Zresztą moje ulubione hasło dotyczące pieniędzy brzmi: Pieniądze są efektem ubocznym dobrze wykonanej pracy. Pracuj zatem dobrze.

 

8. Nie ma znaczenia, kto kim jest i gdzie teraz jest.


Wiele biznesowych deali zrobiłam “przez przypadek”. Czasem poleci mnie Pani sprzątająca. Czasem sąsiadka, co wychowuje małe dziecko i nic zawodowo obecnie ze swym życiem nie robi. Nie zawsze trzeba znać prezesów czy wybitnych specjalistów, by móc robić biznes. Czasem wystarczy powiedzieć o swoim problemie nauczycielce z przedszkola.

Teraz np. w Personii szukamy sprzedawców ze znajomością j. szwedzkiego. Pytam się zatem prawie każdego, czy mógłby kogoś polecić. To jest jedna z najlepszych metod budowania marki i bycia efektywnym. Prosić o pomoc. Wbrew pozorom – ludzie chętnie pomagają, jeśli dasz im szansę i umiesz za tą pomoc zwyczajnie podziękować.

 

Po więcej wiedzy – przyjdź na moje Seminarium Możesz Więcej Niż Myślisz! Edycja 3.0. Ostatnie bilety jeszcze w sprzedaży.

 

Artykuł Czego nauczyłam się przez 10 lat prowadzenia firmy? pochodzi z serwisu Jak prowadzić własną firmę?.


Source: News

jak zarabiać pieniądze? jak robić pieniądze?

Ten post to pigułka wiedzy i przemyśleń na temat – kolokwialnie rzec ujmując –  robienia kasy.



 

Co trzeba wiedzieć o pieniądzach, aby dużo zarabiać? Co trzeba robić?


 

1.Pieniądze to narzędzie.


Zacznę od banałów, bo to musi być napisane. Pieniądze to narzędzie. Nic więcej i nic mniej. Nie chcę dublować treści. Zajrzyj tutaj, by przeczytać więcej, albo w ramach przypomnienia, albo w ramach ustalenia właściwych celów życiowych.


 

2. Trzeba czytać o pieniądzach.


Większość dobrych książek o pieniądzach NIE UCZY materializmu. Większość uczy HOJNOŚCI, szacunku do samego siebie i drugiego człowieka oraz dyscypliny (!). Polecam Harva Ekera, Roberta Kiyosakiego, Michała Szafrańskiego, Tony’ego Robbinsa, Tima Ferrisa, ks. Jacka Wiosna Stryczek – to na start.

 

3. Trzeba mówić o pieniądzach.


To tylko moja obserwacja. Mogę się mylić. W mym odczuciu więcej Polaków rozmawia o chorobach niż o robieniu kasy. Dlatego Polacy jako naród są bardziej chorzy niż bogaci.

 

Jeśli rozmawiasz częściej o tym, jak zwiększać rentowność firmy czy lepiej zarządzać swoim budżetem (także domowym), koncentrujesz się na inwestowaniu, zarabianiu, oszczędzaniu, a nie na chorowaniu i leczeniu.

A to, na czym się koncentrujesz, rośnie.


 

4. Łatwiej jest zarobić kasę niż schudnąć.


Znowu – to moje przemyślenie, wynikające z mojej, co podkreślę wyraźnie, obserwacji.

 

Znacznie łatwiej jest zakorzenić w statystycznym człowieku nawyk inwestowania niż nawyk niejedzenia cukru. Łatwiej jest włożyć 100 zł do skarbonki i uzbierać z czasem jakąś kwotę na wakacje niż zacząć biegać, szczególnie jesienią, gdy pada deszcz.

 

Jeśli chcesz coś w sobie zmienić, być może obszar zarządzania finansami będzie Ci po prostu przynosił lepsze i szybsze rezultaty niż niskokaloryczna dieta, której nie rozumie i nie podziela Twoja rodzina czy przyjaciele. Jak by nie było, społecznie łatwiej zaakceptować jest nam odkładanie kasy na samochód niż odkładanie tortu na bok, na imieninach cioci.

 

Bardzo często wystarczy znaleźć jeden mały, naprawdę dobry nawyk. Jak wdrożysz jeden drobny nawyk, z czasem przyjdzie drugi mały nawyk. Potem trzeci. Wiem, co mówię, bo:

 

oszczędzałam kasę –> zaczęłam inwestować –> zaczęłam biegać –> zaczęłam pić więcej wody –> odstawiłam mięso –> wprowadziłam 5 dni sportowych w tygodniu –> zaczęłam się naturalnie suplementować –> założyłam dzieciom skarbonki .

 

Jest tego, było tego i będzie tego w procesie znacznie więcej. Chcę tylko powiedzieć, że jak dziś odłożysz 100 zł na cel edukacji (np. na zakup szkolenia czy książki), za dwa lata możesz – wiem, że to zabawne jest (!!) – nie jeść fast foodów.

Tak działa spirala nawyków (tak samo dobrych, jak i niestety złych).

 

5. “Złego człowieka z dużymi pieniędzmi może zatrzymać tylko dobry człowiek z dużymi pieniędzmi.”


Hasło zapożyczone od Franciszka Niemyskiego z Towarzystw Biznesowych . Bardzo cenne i trafne. Nie trzeba komentarza.

 

Przy okazji zaproszę do mojej grupy Towarzystwa Biznesowego w Trójmieście – spotkania networkingowe są w piątki o 8.30. Napisz do mnie po więcej szczegółów. Jest to wspaniała inicjatywa, działająca w całej Polsce:)

 

6. “Zarabianie” pieniędzy to nie to samo “robienie” pieniędzy.


Tego uczę na szkoleniach, jakie prowadzę w mojej firmie Personia.

 

Jeśli jedynie “zarabiasz” pieniądze, to prawdopodobnie:

a) pracujesz operacyjnie ( a nie strategicznie) rzez zdecydowaną większość czasu

b) nie automatyzujesz biznesu / nie tworzysz standardów i procedur (wiele rutynowych rzeczy robisz osobiście, kilkakrotnie albo niepotrzebnie powtarzasz się w kółko, gdy delegujesz zadania)

c) za mało delegujesz i nie uczysz delegowania innych (albo delegujesz, ale nie egzekwujesz)

d) jak samo słowo “zarabiać” wskazuje: JESTEŚ ZAROBIONY . Masz mało czasu dla siebie, rodziny, przyjaciół i nie masz innych, pozazawodowych pasji. (No właśnie – masz jakąś pasję? Bo większość ludzi, zanim odpowie, myśli 5 minut, bo dawno tej pasji fizycznie nie praktykowali!!!)

 

Jeśli “ROBISZ” pieniądze, to:

a) myślisz więcej strategicznie

b) działasz nie tyle operacyjnie, ale strategicznie

c) nieustannie poznajesz nowych ludzi i budujesz z nimi trwalsze relacje

d) KAŻDE DOBRE DZIAŁANIA DUPLIKUJESZ na bieżąco

e) CODZIENNIE pracujesz nad efektem skali.

 

Robienie pieniędzy w mym odczuciu oznacza myślenie o rozwoju siebie, zespołu, biznesu, klientów, znajomych i dawanie im wartości nie tylko w pracy, gdy siedzisz za biurkiem, ale przede wszystkim w domu, gdy podlewasz kwiaty, albo relaksujesz się w saunie.

Bo właśnie w takich sytuacjach przychodzą najlepsze pomysły!! Nie wtedy, gdy jesteś styrany robotą. Ale wtedy, gdy odprężasz się pod prysznicem albo kreatywnie rozmawiasz z małżonkiem, jak zrobić, by się Wam lepiej żyło.


 

I tu przechodzimy do mojego ulubionego stwierdzenia o robieniu pieniędzy:

 

7. Bogaci bogacą się w czasie wolnym.


 

Jeśli w wolnym czasie:

  • umiesz aktywnie odpoczywać – by wstać rześki następnego dnia i gotowy do pracy strategicznej,
  • dużo czytasz,
  • spotykasz się z ciekawymi, mądrymi życiowo i pozytywnymi ludźmi,
  • szkolisz się na konferencjach, na kursach, szkoleniach czy oglądając filmy na YouTube
  • inwestujesz w nowe kontakty międzyludzkie, także spoza Twojej strefy “stałych znajomych”
  • poszerzasz swoją edukację finansową (której w naszym systemie nauczania nie mamy wcale),


i ciągle próbujesz coś w sobie udoskonalić – będziesz prędzej czy później – tak – bogaty. Przyda Ci się tylko odwaga i wytrwałość.

Całą resztę dostaniesz też na moim autorskim seminarium, edycja 3.0 : Możesz Więcej Niż Myślisz. Zapraszam 20.10.2018r. do Gdańska. Przyjedź, bo TO MOŻE BYĆ TWOJE NAJLEPSZE SZKOLENIE W ŻYCIU. Kropka.

 

Artykuł Co trzeba wiedzieć o pieniądzach i co trzeba robić, aby dużo zarabiać? pochodzi z serwisu Jak prowadzić własną firmę?.


Source: News

najlepsze posty na blogu

Co najczęściej czytacie? Co lajkujecie i udostępniacie? Oto najlepsze posty z najlepszych – Waszym zdaniem 🙂




Przed Tobą ZŁOTA DZIESIĄTKA najczęściej czytanych wpisów w 2017r. :)

Wpisów wybranych przez czytelników. Udostępnianych, komentowanych i lajkowanych w portalach społecznościowych. Rzuć okiem – na pewno zainspirują Ciebie (ponownie)!

 

1. Dziś kończę 33 lata. Oto moje podsumowanie kolejnego roku życia.
Miejsce pierwsze zajął artykuł, podsumowujący mój 32 rok życia, w którym opisałam niektóre z moich celów oraz to, czy udało mi się je zrealizować.

 

2. Jakich ludzi nie zatrudniać do Twojej firmy, działu, zespołu?
To artykuł, w którym udzielam sześciu porad, które zdecydowanie ułatwią Ci wybór odpowiedniego pracownika do firmy, działu czy zespołu.

 

3. Z jakimi ludźmi warto się trzymać?
Kolejną pozycję zajął tekst mówiący o tym, z jakimi ludźmi warto się trzymać, by kultywować styl życia, który cechują przedsiębiorczość i proaktywność.

 

4. Jak wyglądał mój makijaż biznesowy na sesję zdjęciową? Poznaj 5 wytycznych.
Artykuł, w którym opisuję jak wyglądał mój pierwszy profesjonalny makijaż biznesowy na sesję zdjęciową oraz daję Wam kilka wskazówek dotyczących tego, na co warto zwrócić uwagę podczas takiego makijażu.

 

5. Nowe nawyki, które będę teraz ćwiczyła 🙂
Wpis, który powstał po powrocie z majówki, która natchnęła mnie do wprowadzenia zmian w życiu. Opisuję sześć nawyków, jakie postanowiłam dodać do moich celów i mam nadzieję je realizować.

 

6. Przegląd celów i planów na kolejny rok – czego chcę w 34. roku życia?
Drugi artykuł przedstawiający moje plany i cele, stworzony z okazji urodzin. Spora dawka tego, co chciałabym zrealizować w moim życiu osobistym i zawodowym.

 

7. Czy byłeś już na SUCCESS NIGHT?!
Tekst, w którym opisuję mój pomysł na spędzenie czasu w luźnej, proaktywnej atmosferze podczas spotkania na temat biznesu oraz rozwoju osobistego i zawodowego.
To świetna impreza, która miała już cztery edycje :)

 

8. Czy maile sprzedają? I jeśli tak, to jak pisać maile, które sprzedają?
Kilka słów na temat tego, co myślę o wysyłaniu maili sprzedażowych oraz wskazówki, jak je pisać, aby były skuteczne i angażowały rozmówcę. To moim zdaniem jeden z lepszych postów na ten temat.

 

9. Check lista dobrego rekrutera
Zbiór dziesięciu zasad, które każdy dobry rekruter powinien mieć na uwadze podczas poszukiwania idealnego kandydata dla swojego szefa czy klienta.

 

10. Co robisz, gdy klient mówi: „Korzystam już z produktów konkurencji.”?
W tym zamykającym zestawienie artykule, udzielam kilku porad jak radzić sobie w relacjach z klientem, który korzysta z usług czy produktów konkurencji, a także daję wskazówki jak można mimo wszystko wokół tego klienta tworzyć relację i środowisko sprzedażowe.

 

Który artykuł Tobie najbardziej się podoba?

Artykuł ZŁOTA DZIESIĄTKA najlepszych wpisów na blogu pochodzi z serwisu Jak prowadzić własną firmę?.


Source: News

spotkanie networkingowe zasady

Chodzisz na spotkania networkingowe? Wymieniasz się wizytówkami z ludźmi na szkoleniach czy konferencjach? Czy wiesz, jakich zachowań ludzie nie lubią na takich eventach? Co ich wkurza? Jaka jest etykieta?

 

Kto nie jest mile widziany na spotkaniu networkingowym?


 

1.Automatyczny wręczacz wizytówek.


Ktoś, kto przyszedł tylko po to, by rozdać wizytówki. Nie zadaje pytań o to, czym Ty się zajmujesz i jak Tobie można pomóc, ale z buciorami włazi do grupki rozmawiających osób, tylko po to by zostawić wizytówkę i przejść do kolejnej grupki. Nawet jeśli słucha przez minutę czy dwie, to i jak nachalnie wręcza potem swoją wizytówkę, gdy nawet nikt go o nią nie poprosił. Bo działa jak automat.


 

2. Ktoś, kto chce za wszelką cenę sprzedać.


Podobny typ, jak powyższy. Ale nie do końca. Ostatnio na jednym z networkingów spotkałam się z panią, która chodziła z kartką papieru (!) i pytała się ludzi, czy może im wysłać ofertę swojej firmy. Wówczas zapisywała imię, nazwisko, maila tej osoby na magiczną listę. Ja byłam piąta (widziałam 4 poprzednie kontakty – dla RODO istny LOL :D). Zapisałam się z ciekawości, bo mogła to być interesująca oferta dla mnie, jednak sam sposób pozyskiwania danych – doprawdy mało profesjonalny.  Dodam jeszcze, że sprzedawana w ten sposób usługa dotyczyła produktu z wyższej półki, który od razu w mym oczach stracił połowę wartości.

 

 

3. Nudziarz gaduła.


Gada tylko o sobie i swoich sukcesach. Jak zacznie, to mówi nie 30 sekund, nie 60 sekund, ale całe minuty!! Jak się przyklei, to trudno się go potem pozbyć! Zauważyłam, że im słabiej wyglądająca wizytówka, tj. pomięta, wyjęta z portfela albo z plamą, tym częściej osoba tuszuje brak profesjonalizmu dłuższym gadaniem. Nie wiem też dlaczego, ale – przynajmniej w moim przypadku – to mężczyźni raczej tak zagadują innych, nie kobiety.

Są czasem w stanie opowiedzieć o rzeczach, jakie robili 10 lat temu, które na takim networkingu nie mają już żadnego znaczenia!

 

4. Podpieracz ścian.


Ktoś, kto stoi w jednym miejscu, boi się ruszyć spod ściany i pierwszy przełamać lody. Nie musisz być showmanem, ale zainteresowanie drugim człowiekiem i inicjatywa w rozpoczęcie kontaktu jest zawsze mile widziana.

 

5. Człowiek “hej ho! do przodu!”


Ktoś, kto przechodzi od razu na Ty i dodaje Cię do znajomych na FB, może być spoko. Sama tak nieraz robię, jak poczuję z kimś tzw. chemię. Ale są granice, których nie warto przekraczać. Jeśli masz 20/30 lat,a zwracasz się do osoby znacznie starszej, warto pozostać, przynajmniej na początku, na Pani / Pan. Kiedy raz popełniłam ten błąd sama, i do eleganckiej kobiety lat 50+, w pięknym kapeluszu, powiedziałam na “ty”, obie czułyśmy się z tym źle. Teraz, po czasie, żałuję, że nie przeprosiłam od razu.

 

Inny częsty błąd, to dzwonienie do osoby 3 godziny po evencie, i umawianie się z nią ad hoc na spotkanie sprzedażowe, o jakim wcześniej nie było mowy. Jeśli nie dostałeś jasnych przesłanek, że takie spotkanie będzie mile widziane, bądź zdecydowanie bardziej taktowny i buduj relację powoli.

 

6. Zwyczajny burak


To typ, z którym generalnie nie chcesz mieć w życiu do czynienia – czy to na eventach networkingowych, czy na jakichkolwiek innych spotkaniach. Ktoś, kto krytykuje z marszu to, co robisz, zabiera głos w sprawie, na której się nie zna. Pamiętam do dziś, jak mój znajomy ze studiów, o którym wiem, że wówczas nie leciał nawet jeszcze choć raz samolotem, kłócił się z panią z branży lotniczej o jakieś stereotypowe niuanse. Nie dość, że sam wypadł przy tym blado, to pozostawił po sobie niesmak także wśród osób, które siłą rzeczy słyszały rozmowę.

 

Znasz może inne zachowania, które wkurzają i / lub odstraszają ludzi na networkingach? Pozostaw przykłady w komentarzu :)

PS. A czy wiesz co zrobić z wizytówką po networkingu?

 

Artykuł Kto nie jest mile widziany na spotkaniu networkingowym? pochodzi z serwisu Jak prowadzić własną firmę?.


Source: News

najlepsze książki biznesowe, rozwój osobisty

Polecam z czystym sumieniem poniższe pozycje do czytania w tematach biznes i rozwój osobisty – w weekend, nad jeziorem, na hamaku w ogrodzie, a także w poniedziałkowy wieczór po pracy. Dostają ode mnie najwyższe noty!

 

Najlepsze książki o biznesie i rozwoju osobistym.

Edycja 3.


 

1.”Autobus energii” , Jon Gordon.


Niesamowicie optymistyczna, ciepła książka, którą czyta się błyskawicznie. Dodaje energii, wiary, uczy patrzenia w przyszłość w kolorowych barwach. Przyda się każdemu, kto ma tendencję do narzekania, zamartwiania się, marudzenia. Jeśli stoisz w korku i marudzisz, coś Ci się nie udało – i narzekasz,  nie dostałeś awansu lub większych pieniędzy od klienta – i masz muchy w nosie, CZYTAJ.

Polecam ją też osobom wypalonym w pracy, zmęczonym rutynowymi zadaniami. Jeśli szukasz nowego sensu w pracy lub w życiu, CZYTAJ.


 

2. “Siła nawyku”,  Charles Duhigg


Tą książkę czytałam ponownie po jakichś 3-4 latach. Czytałam ją podczas biegania tym razem. Bardzo ciekawa, bo pokazuje, jak w łatwy sposób tworzą się nasze pozytywne i negatywne nawyki oraz daje rzetelne wskazówki o tym, jak je zmienić. Must have – dla każdego coacha, mentora czy szefa zespołu.

 

Jeśli Twój pracownik notorycznie zaczyna dzień od kawy i plotek, a najważniejsze rzeczy robi na końcu dnia, na pół gwizdka, albo jeśli sam nawykowo podjadasz ciasteczka w robocie, a wolałbyś jeść marchewki – CZYTAJ.


 

3. “Reguła 10x”,  Grant Cardone


Doskonała książka dla przedsiębiorców i menedżerów, dyrektorów. Każdy, kto chce od życia czegoś więcej, w kontekście osiągania wyników, powinien ją przeczytać i to biegusiem.

 

I mowa tu nie tylko o wynikach sprzedażowych. Książka idealnie motywuje też do osiągania wyników w szerokim tego słowa znaczeniu – w sporcie, w relacjach międzyludzkich, w PR / marketingu, biznesie. Słuchałam jej na Majorce, głównie podczas treningów biegowych. Bardzo mnie motywowała “życiowo”, nie tylko “biegowo”.

 

4. “Po prostu biznes”,  Leszek Czarnecki


Ta książka przyda się zarówno osobom, które dopiero co tworzą swój biznes, jak i tym, którzy go prowadzą już od kilku dobrych lat. Za najcenniejsze uważam “męskie” spojrzenie na biznes, bez pitu pitu. Czarnecki pisze, że od momentu powstania firmy musi być ona de facto od razu rentowna (i walczyć o tą rentowność od pierwszych dni), co jest niesamowicie motywującym przekazem.

 

Dla nie osobiście bardzo ciekawa była strategia STOP LOSSES oraz polityka tworzenia kolejnych uzupełniających się brandów / firm. Bardzo inspirujące, jeśli tak jak i my chcesz stworzyć swoją sieć franczyzową. A jeśli chcesz ją prowadzić w branży szkoleniowo – doradczej w ramach Personii, to zajrzyj tutaj.

 

5. “Zaufanie, czyli waluta przyszłości”, Michał Szafrański


Tą książkę rekomenduję z czystym sumieniem nie tylko blogerom. Rekomenduję ją każdemu, kto tworzy biznesowe relacje z drugim człowiekiem, czy to z dostawcą, czy to z klientem, a nawet szefem w pracy.

 

Książka mówi o tym, jak Michał zbudował potęgę swojego bloga (udziela mega praktycznych wskazówek z jego case study). Dodatkowo wyraźnie podkreśla, że warto mieć pokorę w stosunku do siebie i swoich planów, szanować partnerów w biznesie oraz planować swoje biznesowe cele z wyprzedzeniem. W pewnym zarysie przedstawia też porażki Michała na jego drodze do sukcesu, z przesłaniem w stylu: Bądź cierpliwy. Dobrze wykonuj swoją robotę. Sukces nadejdzie.

 

Jak widać na fotce, doskonała książka na wakacje nad jeziorkiem :)

 

 

6. “Młody, bogaty rentier”, Robert Kiyosaki


Tą książkę po raz drugi czyta obecnie mój mąż i tak pieje z zachwytu, że ja będę kolejna do jej przeczytania. Po recenzję zgłoś się do Tomsky :)

 

Łukasz mówi, że mimo upływu lat ta książka nadal obfituje w wartości, że w byciu bogatym de facto nic się nie zmieniło. Kiyosaki opisuje psychikę ludzką, mentalne podejście większości osób do zarabiania pieniędzy. Uczy nieustannie tego, że to pieniądze mają zarabiać na nas. Jest miłym przypomnieniem myśli, czy warto chodzić do pracy (tylko po kasę) czy też gromadzić majątek w inny, nietuzinkowy sposób.

 

7. “Jak znaleźć czas na czytanie?”, Marta Woźny- Tomczak


A tu niespodzianka! Tym razem nie książka, ale inspiracja. Po pierwsze, zaplanuj ten czas. Po drugie, nie czytaj książek, które Cię nudzą – odstaw je. Naprawdę nie świadczy o Tobie źle, że nie dokończyłeś rozdziału, jak był on dla Ciebie mega nużący!

 

Po trzecie zaś, przyjdź na moje autorskie szkolenie Możesz Więcej Niż Myślisz. Bilety są jeszcze w przedsprzedaży za taniochę 🙂 Zapisałeś się? To mega! Dostaniesz milion innych inspiracji i zaczniesz działać już na szkoleniu :)

 

A po poprzednie fajne tytuły zajrzyj tutaj:

Najlepsze książki biznesowe. Lista nr 2.

Książki, które zmieniły moje życie. Lista nr 1.

 

I raz jeszcze powtarzam koniecznie przyjdź na moje autorskie szkolenie Możesz Więcej Niż Myślisz. !!

Artykuł Najlepsze książki biznesowo – rozwojowe. Lista nr 3. pochodzi z serwisu Jak prowadzić własną firmę?.


Source: News

jak zwalczyć wewnętrznego krytyka

Chyba każdy go ma. Czasem dużego, czasem małego. Wewnętrznego krytyka. Bywa, że bardzo utrudnia on budowanie ścieżki kariery, rozwój firmy czy pozyskanie klienta. Jak go minimalizować?

 



 

Jeśli często w Twojej głowie słyszysz głosy w stylu:

  • nie nadaję się do tego
  • chyba podjąłem znowu złą decyzję
  • boję się, że to nie wyjdzie
  • nie mam tyle asertywności, by sobie poradzić itp. itd.


Myślę, jako psycholog, że czasem wszyscy miewamy takie czy inne myśli. Wówczas, u osoby z dobrą, adekwatną samooceną, wystarczy rozmowa z partnerem, przyjacielem, spacer, sport, poczytanie książki – i jakoś ta negatywna myśl odpływa. Nie trzeba “zajadać” tego krytyka nadmiernym graniem w komputer, robieniem zakupów czy zaglądaniem do lodówki. Bo wystarczy herbata z miodem czy 2 kawałki czekolady.

 

Gorzej jest, jeśli nie wystarczy. Jeśli możesz iść na basen, pogadać z kolegami, odpocząć na masażu – ale negatywnie myśli wewnętrznego krytyka wracają ciągle i ciągle. Być może będziesz potrzebować pomocy mentora lub psychoterapeuty. Ale być może też znajdziesz kilka sensownych dla Ciebie odpowiedzi na ten problem w poniższej liście. Bo co ważne, silnego wewnętrznego krytyka może mieć zarówno student bez pracy i doświadczenia zawodowego, jak i menedżer najwyższej klasy w topowej firmie. Tu prestiż stanowiska czy zarabiane pieniądze nie odgrywają specjalnej roli. Problem dotyczy bowiem różnych ludzi w różnych sytuacjach życiowych.

 

Jak zwalczać w sobie wewnętrznego krytyka?


 

1.Krytykuj siebie, ale tylko seksownym głosem.


Serio! Mrucz do siebie czule: “Ty głąbie, znowu zawaliłeś sprawę.” Jak wypowiesz te słowa do siebie romantycznym, uwodzicielskim szeptem, tracą na znaczeniu, mimo że to przecież nadal krytyka.

To jedna z lepszych metod wysłuchania, a jednocześnie nie wyolbrzymiania, własnej negatywnej krytyki. Poznałam ją na szkoleniu u Tony’ego Robbinsa w Londynie.

Jak tylko wypowiesz ostre słowa krytyki do siebie, ale nie ostro, a tak właśnie seksownie i uwodzicielsko, bywa to naprawdę bardzo zabawne.


 

2. Zadaj sobie pytanie: “Czy dokładnie to samo powiedziałbyś przyjacielowi od serca?”


Jeśli te wszystkie okropne rzeczy przechodzą Ci przez gardło w odniesieniu do Twojej osoby, czy przeszłyby Ci też przez gardło, gdybyś miał je wypowiedzieć krytykując najbliższego Ci przyjaciela?

Czy przeszłyby Ci przez gardło, gdybyś krytykował koleżankę, znajomego albo nieznaną Tobie ekspedientkę w sklepie?

Jeśli tak, to spoko. Ale jeśli nie, to może warto zmienić słownictwo?

 

Ta technika z kolei pochodzi o psychologa z 20-letnią praktyką w temacie, Guy’a Wincha (który opisał ją na wpisie TED).

 

3. Mów sobie: “Uczę się.”


Gdy za dużo przeklnę na szkoleniu, co niestety się zdarza, wraca mi myśl do głowy: “Znowu przeklinałaś, to niedobrze.” Potem przychodzi druga myśl, która trochę ratuje sytuację: “No tak. Ja dopiero uczę się klasy w wypowiedziach.”

 

Jeśli nie wyszło zestawienie analityczne dla klienta, albo spóźniłeś się na spotkanie, może warto dać sobie zielone światło, mówiąc: “Ja dopiero uczę się analizować dane”, “Ja dopiero pracuję nad punktualnością”.

 

Inna kwestia – i ważna – że jeśli “za długo się uczymy”, to rolą tego wewnętrznego krytyka jest dać nam to do zrozumienia, nawet jeśli to boli.

 

4. Doceniaj się za drobnostki.


Dziś wstałeś z łóżka 7 minut wcześniej? Extra!

Byłeś na biegach dosłownie 5 minut? Extra!

Nie kupiłaś tej nowej torebki ze skóry, bo oszczędzasz na wakacje? Extra!

Odmówiłeś toksycznej osobie wspólnego realizowania projektu? Extra!

Powiedziałeś “dziękuję”, gdy ktoś pochwalił Twoją, nawet najmniejszą, decyzję? To extra!

 

Zbieraj cały dzień te punkty “Extra!” To na koniec dnia nie może być przecież źle. Bo życie składa się z doceniania drobnych radości, a nie polega na wyczekiwaniu fenomenalnych rezultatów raz na rok.

 

5. Szanuj się.


Wewnętrzny krytyk często głośno pieje u ludzi, którzy się nie szanują. Sami siebie. Jeśli pracujesz 8 godzin bez przerwy, jesz w biegu / przed monitorem i nie masz kiedy skorzystać z toalety lub robisz to z telefonem(!!) – to idealne podłoże na to, by ostry krytyk się uruchomił.

 

Jeśli pozwalasz koleżance podnosić na Ciebie głos, albo akceptujesz bierną agresję partnera, który udaje, że wszystko ok, ale od kilku dni się do Ciebie nie odzywa – to również tylko podjudza wewnętrznego krytyka.

 

Zauważ, nie piszę, by się wywyższać. Nie piszę, by nie być miłym dla innych. Nie piszę, by nie pracować dynamicznie i z pędem w czterech literach. Piszę tylko – i aż – by się szanować!


Jeśli pozwalasz innym po Tobie – sorry za słowo – “jechać”, wewnętrzny krytyk ma doskonałe warunki do rozwoju.


 

6. Nazwij swojego wewnętrznego krytyka – i nazwij go arcyważnie! 😀


Pan Ziutek. Pan Kupek. Pan Wielki Dupek.

Pani Genia. Pani Srenia. Pani Dowywalenia.

Nazw może być naprawdę sporo, baw się! Jednego z moich Klientów, Pana po 40stce, śmieszył np. zawsze Pan Smrodek:) SERIO!

 

7.  Zobacz moje inne wpisy o podobnej tematyce (ale i tak patrz punkt 8!)


Jak zwiększyć swoją pewność siebie – 3 techniki o wielkiej sile rażenia?
Jak zbudować wiarę w siebie?
Jak poprawić swoją pewność siebie?

 

8. Zapisz się na moje bezpłatne szkolenie i weź ode mnie trochę pozytywnej energii!!


Będę w sierpniu i wrześniu w Warszawie, Gdyni (na szkoleniu z Personiowego cyklu: Bądź szefem!) oraz 20.10.2018 w Gdańsku na III Edycji fenomenalnego autorskiego szkolenia MOŻESZ WIĘCEJ NIŻ MYŚLISZ! Tak było rok temu (pełna strona eventu na 20.10.2018r. jest jeszcze w przygotowaniu).

Artykuł Jak zwalczać w sobie wewnętrznego krytyka? pochodzi z serwisu Jak prowadzić własną firmę?.


Source: News

jak poprawić komunikację w zespole?

Jeśli budujesz zespół, to pewnie robisz to po to, by osiągał wyniki. Przy okazji chcesz też, by było w nim miło. A jeśli ma być osiągany konkretny rezultat i to w miłej atmosferze – codziennie powinieneś szlifować komunikację. U siebie i u innych członków zespołu. Tylko jak?

 

Jak poprawić komunikację w zespole?

1.Feedbackuj od razu.


Czasem ludzie czekają na dobry moment, by kogoś pochwalić lub skrytykować. Czekają, aż zasług lub upomnień będzie tyle, że wszystko razem za jednym zamachem powie się komuś prosto w oczy.

Nigdy tak nie rób – przynajmniej ja tego nie rekomenduję. Nie zbieraj kamyczków do koszyczka. Jeśli ktoś zrobił dobry raport – pochwal od razu. Jeśli ktoś źle zapakował zamówienie – zwróć uwagę od razu.

 

Będziesz transparentny, konkretny i tą drobną formą szybkiej komunikacji będziesz chcąc – nie chcąc – budować autorytet(!).

 

2. Feedbackuj codziennie.


Pracuj nad tym, by codziennie oceniać czyjeś drobne zachowania. (Nie oceniasz osoby, oceniasz zachowania). Ktoś wysłał Ci maila z raportem w Excelu, ale sam musiałeś poprzestawiać kolumny, aby było czytelniej? To popraw sobie te kolumny i wyślij maila do kolegi w stylu:

“Fajny raport, widzę wiele ciekawych wniosków. Dziękuję. Jednak w mym odczuciu tak ułożone kolumny są znacznie bardziej czytelne. Proszę zapisz sobie tą wersję u siebie na kompie.”

 

Znam sporo ludzi, którzy u siebie na komputerze dokonają zmiany, ale już tej drobnostki nie powiedzą koledze, bo albo głupio, albo niuans, albo i tak sobie z tym nic nie zrobi.

No jak nie powiesz, to rzeczywiście może wyjść głupio, gdy się potem takich uwag nazbiera tuzin. Albo rzeczywiście kolega nic z tym nie zrobi, bo skąd miał wiedzieć, że cokolwiek było nie tak?

 

Feedbackowanie powinno być Twoim codziennym nawykiem.

 

3.Rozmawiaj otwarcie.


Najgorsza prawda – jest prawdą. Powiedz wprost. Nie manipuluj. Nie świeć oczami. Ochłoń, by nie działać zbyt na gorąco, ale nie czekaj dłużej niż 24 godziny. Znajdź najlepsze słowa, jakie przychodzą Ci do głowy, i po prostu wypowiedz je.

 

Jeśli nie umiesz załatwić tego face to face, napisz maila. Daj do zrozumienia, że coś jest na rzeczy. Nie kryj faktów i nie licz, że się rozejdą. Bo jeśli zrobisz tak parę razy, a niewypowiedziane emocje nadal będą Cię pod skórą uwierać, zapewniam że tworzysz obłudny, a nie zgrany ze sobą, zespół.

 

4.Nie bój się konfliktów.


Nikt nie lubi konfliktów, ale słaby menedżer szczególnie się ich obawia. Czasem nie powie tego,co trzeba, bo nie chce dymu. Czasem nie zwróci uwagi, bo sam wszystko załatwi, tylko po to, by nikt niczego nie skomentował w zespole.

 

A to przecież nie tak.

 

Jeśli ludzie boją się konfliktów, to znaczy, że nie ma między nimi zaufania. Nie ma podstawowych wartości – takich jak uczciwość i prawo przyznawane każdemu, do wypowiedzenia swojego zdania, z szacunkiem dla innych.

Jeśli nie dajesz szansy ludziom na zawzięte dyskusje i spory, po których i tak podadzą sobie rękę, bo mają swoją wewnętrzną klasę – to nie dajesz im szansy na prawdziwe zaangażowanie się w projekt.

 

Już dawno zauważył to Patrick Lencioni (“5 dysfunkcji pracy zespołowej):

 

Brak zaufania –> obawa przed konfliktem–>brak zaangażowania –> brak brania odpowiedzialności –> BRAK WYNIKÓW!

 

Pozwól ludziom się zetrzeć, niech przejdą od czasu do czasu pewną emocjonalną dyskusję. Wszystkim to dobrze zrobi. Jak tylko dyskusja się skończy, idźcie razem na piwo. I razem opracujcie nowe zarysy projektu, uwzlędniające interesy wszystkich stron. Tylko tak można przecież stworzyć coś większego od siebie!!!

 

5. Nigdy nie mów do ludzi: “Po co mi to mówiłeś! Teraz muszę wszystko poprawiać”


Jeśli nie jesteś otwarty na niepopularne idee, wkrótce nie będziesz nic o nich wiedzieć. Dotrą do Ciebie tylko dobre słowa, a te najgorsze tematy ludzie zaczną przy Tobie zamiatać pod dywan. Chcesz tego?

Za najgorsze słowa, jakie usłyszysz, zawsze podziękuj. Poddaj analizie. Zastanów się, co możesz z nich wynieść. I idź do przodu.

 

6. Doskonal się.


Czytaj. Chodź na konferencje. Rozmawiaj z lepszymi od siebie. Zajrzyj na TED czy YouTuba i poszukaj wypowiedzi tych, którzy Cię inspirują.

Wpadnij też do nas – będę na szkoleniu o skutecznej komunikacji w Poznaniu, Warszawie i Gdyni.

I zapisz się do naszego newslettera (u góry strony) – wówczas zaproszenie na takie eventy dostaniesz na bieżąco :)

 

Artykuł Jak poprawić komunikację w zespole? pochodzi z serwisu Jak prowadzić własną firmę?.


Source: News

Copyright ©2017 Personia Marta Woźny-Tomczak | Polityka Prywatności