Category "blog-jpwf"

expose szefa, przywództwo

Mów, co dla Ciebie ważne, by zepół podążał za Tobą. Jak to zrobić w praktyce?



Wiele badań  przeprowadzanych wśród pracowników wykazuje, że najczęstszym źródłem niezadowolenia z pracy są relacje z przełożonymi, tj. dokładnie  zachowania szefa.
Na ten temat na łamach mojego bloga po raz kolejny wypowie się, Krzysztof Wilczewski ,  który działa  z ramienia Personii w Elblągu i Olsztynie.

 

Co zrobić, by zespół podążał za Tobą?

Expose szefa.


 

W swojej pracy zawodowej miałem okazję awansować na lidera i zarządzać zespołem, gdzie jeszcze do niedawna byłem tylko kolegą z zespołu. Budowałem zespół od podstaw i zmieniałem go, dostosowując do potrzeb organizacji. Miałem też okazję pracować z menadżerami i dyrektorami, wspierając ich w pracy z zespołami.
Na każdym z tych etapów i bez względu na miejsce i charakter moich działań, nieodzownym elementem, który zapewniał dobre funkcjonowanie zespołu  i utrzymanie odpowiednich relacji szefa z podwładnymi był dobry przepływ informacji oraz transparentność pewnych działań, które wynikały z wartości, które ja i inni szefowie ceniliśmy sobie najbardziej.
Skąd jednak osoby w zespole mogły wiedzieć co to za wartości, którymi się kierowałem?

 

Expose Szefa:


Otóż dowiadywali się o tym bardzo szybko, gdy tylko rozpoczynałem z nimi pracę. Tu przytoczę słowa George R. Walther, autora książki “Mówisz – masz”, który jasno dowodzi, że: „To, co otrzymujesz, zależy od tego, co mówisz”.
Ja otrzymywałem to, co chciałem, ponieważ jednym z elementów, jakie robiłem od samego początku i to  cyklicznie było powtarzanie „Expose Szefa”.

 

Standardowe expose szefa zawierało:

  • najważniejsze wartości, którymi sam będę kierował się w pracy,
  • postawy i zachowania, które nie będą tolerowane,
  • cele jakie chcę wspólnie z zespołem chciałem osiągnąć i przekładałem je na oczekiwania wobec nich.

Jak przygotować i wygłosić takie expose


Takie wystąpienie szefa powinno składać się z kilku istnych elementów, które nad wyraz przejrzyście opisane są w pozycji książkowej, którą serdecznie polecam do przeczytania: „Psychologia Szefa, Szef to zawód” autorstwa Jerzego Guta i Wojciecha Hamana. Brzmią one:

  • przedstawienie intencji, które wyjaśnią powód wygłoszenia expose
  • określenie minimalnych granic, czyli wymiernych zachowań, których  szef nie będzie tolerował
  • nazwanie maksymalnych preferencji, czyli postaw i zachowań wykraczających ponad obowiązek, za które szef będzie szczególnie doceniał
  • zamkniecie expose i zaproszenie do wyjaśnienia ewentualnych wątpliwości, a w razie potrzeby do dyskusji lub ustalenia wspólnych reguł panujących w zespole.


Poniżej podzielę się jednym z takich expose, które przygotowałem jakiś czas temu, wówczas gdy obejmowałem funkcję szefa zespołu trenerskiego:
„Ponieważ od niedawna mam przyjemność pełnić funkcję kierownika i wraz z Wami kreować to, co potrzebne jest w sieci sprzedaży i nie tylko, chce określić co jest dla mnie ważne w naszej współpracy. Jest to też pewne przypomnienie dla osób, które już są dłużej w zespole. Opowiem o tym,  które elementy, zachowania i postawy będę szczególnie doceniał, a czego nie będę tolerował. Pozwoli nam to bardzo dobrze wejść w relację i nie będzie rodziło domysłów (np. dlaczego z każdym z Was być może inaczej pracuję). Zależy mi na tym, aby określone wspólnie cele były w dobrej atmosferze realizowane z korzyścią dla nas wszystkich.

Nie będę tolerował:

  • braku pomocy kolegom z zespołu, jeśli jest potrzeba
  • braku dotrzymywania wyznaczonych przez siebie terminów realizacji zadań
  • wymówek, że stało coś na przeszkodzie w realizacji, jeśli wcześniej nie nastąpiła informacja, że coś negatywnego się dzieje
  • połowicznego wywiązywania się z zadań (wykonane w niewystarczalnym stopniu),
  • kłamstwa i niewykonywania przyjętych zadań, bez wyraźnego, rzeczywistego uzasadnienia (nie toleruję “ściemy”)
  • wszystkiego, co uderza w wizerunek zespołu, który budujemy wszyscy razem, ale i każdy z osobna
  • realizacji zadań inaczej niż zakładał to program i rama czasowa
  • prowadzenia spotkań na freestylu, bez przygotowania, programu – choćby planu
  • braku rozliczeń budżetu wg ustalonych wspólnie i przyjętych kryteriów lub niezgodnie z rzeczywistością
  • nieprzestrzegania zasad, które ustalimy wspólnie w zespole.


Zapewniam Was, że bardzo mocno stawiam na to, by Was doceniać za włożony wkład i zaangażowanie  w realizację stawianych przed nami celów, bo wierzę, że sukces i rozwój buduje się na pozytywnych wzmocnieniach. Zamierzam konsekwentnie doceniać postawę i zachowania, które są dla mnie bardzo ważne.

Będę mocno doceniał:

  • wzajemną pomoc przy realizacji programów i projektów
  • chęć samorozwoju i dzielenie się swoją wiedzą, doświadczeniem
  • wymienianie się pomysłami, książkami
  • zaangażowanie w projekty realizowane, nawet jeśli nie jestem członkiem danego zespołu projektowego
  • inicjatywę w kontaktach w podległym regionie z kierownikami, dyrektorami i ekspertami
  • realizacja i zaangażowanie w trzy obszary (tutaj nazwałem konkretne, kluczowe obszary działań w organizacji)
  • wprowadzanie pozytywnej atmosfery do zespołu, nie jesteśmy rywalami – lecz partnerami (bez względu na staż, czy stanowisko zajmowane w zespole)
  • otwartość w komunikacji i inicjatywę komunikacji ze mną i innymi


Chcę byśmy działali w myśl zasady w „grupie siła” i bardzo mocno chciałbym postawić na wzajemną komunikację a także na podnoszenie własnych kompetencji, bo od siebie wzajemnie jesteśmy w stanie nauczyć się bardzo dużo. Jeśli są potrzeby i pytania to jestem zawsze do waszej dyspozycji”

 

Tak przygotowany tekst przekazywałem swojemu zespołowi zapraszając na koniec do dyskusji i ustalenia wspólnych zasad, co zawsze układało pracę na długi czas.
Serdecznie zachęcam Cię do tego, by znaleźć czas na przygotowanie podobnego tekstu, wg wartości, jakie cenisz sobie najbardziej. Dzięki temu łatwiej zyskujesz autorytet w zespole, otwierasz przestrzeń do dobrej komunikacji, w przyszłości możesz odwoływać się do ustalonych zasad, a nade wszystko zespół wie, co jest pożądane i idzie za Tobą.
Przyszłościowo raz na jakiś czas warto przypomnieć zespołowi te wartości, by utrwalać wzorce. Robiłem to mniej więcej raz na rok, lub gdy do zespołu przychodziły nowe osoby. Za każdym razem takie działanie zapewniało mi pełną przejrzystość działań.

 

Artykuł Co zrobić, by zespół podążał za Tobą? Expose szefa. pochodzi z serwisu Jak prowadzić własną firmę?.


Source: News

menedżer, lider, przywództwo, zarządzanie ludźmi

Menedżer czy dyrektor to tylko napis na wizytówce. Napis na umowie o pracę. Nie każdy menedżer jest bowiem przywódcą, prawdziwym liderem.

Jak dążyć do tego, by stać się ważnym i szczerze podziwianym LIDEREM w oczach innych ludzi?



Wbrew pozorom niejedna firma cierpi na brak autentycznych liderów. Mamy dyrektorów, kierowników, koordynatorów, ale z tytułu władzy nadanej formalnie. Nie zaś z tytułu tego, kim rzeczywiście są te osoby dla swoich współpracowników. Na pewno intuicyjnie wiesz, o co mi chodzi.

Chodzi o to, że jak słuchamy menedżera i wykonujemy jego polecenia, to nie dlatego, że on nam karze, to nie dlatego, że obetnie nam premię. To też nie dlatego, że tak wypada i zawsze tak było.

 

To przede wszystkim dlatego, że CENIMY GO JAKO CZŁOWIEKA.

 

Jak stać się kimś, kto jest kimś więcej i znaczy więcej dla ludzi, klientów, swojego środowiska?

Jak ze zwykłego menedżera stać się prawdziwym przywódcą?


 

1.Wiesz, kim jesteś. Masz swoje wartości i bądź w tym spójny.


Wiedz, kim jesteś. Co chcesz. W co wierzysz i czym kierujesz się w życiu.

By nie zabrzmiało to zbyt patetycznie, chodzi o proste wewnętrzne zasady, które decydują o tym, jakie podejmujemy decyzje.

Jeśli wyznajesz uczciwość, to nie ma opcji, by unikać negatywnego feedbacku, jeśli pracownik źle wykonuje zadania. To nie jest uczciwe.

Jeśli wyznajesz szacunek do siebie, to nie ma opcji, by dawać klientom rabaty, które nie pokryją potem kosztów działania Twojej firmy.

Jeśli wyznajesz kult życia rodzinnego, to co robisz w pracy, kiedy Twój syn ma przedstawienie na Dzień Ojca w przedszkolu lub gra ważny dla siebie mecz piłkarski?

 

To są proste pytania. Menedżer nie musi się z nimi konfrontować. Lider – zawsze.

 

Polecam post na temat podejmowania decyzji. On wiele tłumaczy w tym aspekcie.


 

2. Autentycznie motywujesz ludzi.


Największy problem z ludźmi, oprócz znajdywania i zatrudniania właściwych, to nieustanna praca nad ich motywacją. Śmiem twierdzić – AUTOmotywacją.

Każdy ma spadek energii, każdego od czasu do czasu łapie zwątpienie – w firmę, w produkt, w sens pracy, w siebie. To jest normalne. Jako lider musisz umieć dbać o motywację zespołu – nie tylko zewnętrzną, czyli podnoszoną przez nagrody, finanse, wyróżnienia. Ale przede wszystkim – wewnętrzną.

 

Kształtowaną przez życiowy entuzjazm do wykonywania zadań samych w sobie, bo są takie fajne, bo przynoszą innym radość, spełnienie czyichś potrzeb i oczekiwań. Bo rezultaty tych zadań są ważne dla kogoś.

 

Jeśli nie umiesz tak motywować – motywować wewnętrznie – nie wróżę ani Tobie ani Twojej firmie i zespołowi spektakularnych, długofalowych wyników. Sorry, ale nie.

 

Trochę na ten temat mówię na  szkoleniach. Zajrzyj tutaj – oprócz szkoleń płatnych, prowadzę też te bezpłatne –  są w całej Polsce.

 

3. Musisz umieć ustalać priorytety.


Jak wiesz, kim jesteś i wiesz, jak trafić do ludzi – kolejna sprawa to ustalanie własnych i zespołowych priorytetów.

 

Uczelnia da Ci wiele, jak mawiał Lee Iacocka (były prezes Forda, a potem Chryslera), ale sporo praktycznych umiejętności musisz rozwinąć w sobie sam. Jeśli chcesz prawidłowo wykorzystywać czas, musisz umieć wyodrębniać najważniejsze rzeczy i całkowicie się im podporządkować.

 

Cały chaos tego świata polega na tym, że robimy rzeczy niewłaściwe, albo w niewłaściwej kolejności. Nie będę ukrywać, jedna godzina pracy ze mną to 500 zł netto. Spokojnie jedna czwarta przypadków pracy coachingowej polega na rozgryzieniu z klientem, co jest dla niego ważne i jak to usadowić w czasie. Czasem po jednym spotkaniu klient wychodzi z poczuciem uporządkowania myśli, jakiego nie doznał od miesięcy czy lat. Śmiem twierdzić, że to uczucie jest warte większych pieniędzy.

I piszę to także dlatego, że – jeśli sam masz problem – może warto dziś przysiąść i zapisać wszystkie myśli, zadania, obowiązki , marzenia i plany – i zwyczajnie nadać im priorytety? Jeśli potrzebujesz w tym mojej pomocy, napisz. Jeśli nie – po prostu zrobić to możesz dziś nawet, sam :)


 

4. Musisz doceniać proces.


Niektórym się wydaje, że inni mają pewne dary, talenty, które są z nimi od kołyski. Np. mamy przecież urodzonych sprzedawców. Urodzonych ludzi sukcesu. Urodzonych w czepku. Urodzonych prezesów.

 

Nic bardziej mylnego. Takie myślenie to kanał.

 

Jeśli patrzysz na kogoś, kogo podziwiasz, kto wydaje Ci się perfekcyjny / bardzo dobry pod danym względem – najprawdopodobniej szlifował tą kompetencję długo. Długo to znaczy MIESIĄCE. Długo to  znaczy LATA. Długo, to znaczy CAŁE ŻYCIE. Długo, to znaczy, że pewnie ilość potu, łez i krwi, która została wylana, by oszlifować siebie, mogła tego kogoś nieraz powalić na łopatki. Mogła zabrać mu wiarę w siebie. Mogła go nauczyć chwilowej bezradności. Ale on wstał. Otrzepał rany. I uczył się dalej.

 

Przywódcą się stajesz. To jest proces. Bądź wytrwały. Analizuj błędy. Świętuj sukcesy. Miej wizję siebie. ALE NIE OCZEKUJ EFEKTÓW OD RAZ. Ani od siebie, ani od innych, których sam kształcisz na liderów.

Każdy ma swoje tempo. To zawsze jest proces. Nie jednorazowe wydarzenie.

 

5. Doceniasz wartość pieniądza.


Nie ma dobrych liderów w biznesie wśród tych, którzy nie rozumieją mechanizmu zarabiania pieniędzy czy robienia pieniędzy czy zarządzania pieniędzmi.

Nie ma dobrych liderów wśród tych, którzy albo są materialistami i chcą wszystko dla siebie, albo nie rozumieją, że pieniądz to narzędzie. Nie ma dobrych liderów wśród tych, którym pieniądze śmierdzą a ludzi bogatych czy biednych traktują negatywnie – tylko ze względu na to, ile kto zarabia i na co wydaje.

 

TERAZ:


Jeśli zapytasz się siebie samego – kim jesteś, jak motywujesz innych, jakie masz priorytety i co myślisz o pieniądzach, będziesz bliżej niż dalej w odpowiedzi na pytanie, czy jesteś tylko menedżerem czy stajesz się dla ludzi liderem. Stajesz się liderem.

Bo może nigdy nie będziesz w 100% pewny, że nim właśnie jesteś dla innych. Ale to dokładnie na tym polega. Zawsze można starać się być kimś bardziej.

Artykuł Jak ze zwykłego menedżera stać się prawdziwym przywódcą? pochodzi z serwisu Jak prowadzić własną firmę?.


Source: News

miękki i twarde zasady delegowania. Jak delegować i zlecać zadania

Mówi się, że prawdziwego szefa czy menadżera poznać można po tym, w jaki sposób dzieli się swoją władzą, jednocześnie jej nie tracąc.

 

„ …pewnego dnia mały chłopiec zapytał mnie: Czy rysuje Pan Myszkę Miki? A ja musiałem przyznać, że nie. No, ale wymyśla Pan te wszystkie dowcipy i gagi? Nie, powiedziałem, tego też nie robię. Wreszcie chłopiec spojrzał na mnie i powiedział: Panie Disney, to co Pan właściwie robi? Cóż, odpowiedziałem, czasem myślę o sobie jak o pszczółce. Latam z miejsca na miejsce, zbieram pyłek i stymuluję wszystkich”

Marc Eliot, „Walt Disney – Czarny książę Hollywood”


Dobry lider rozumie, że jego siłą są ludzie.


 

 

W tym tekście kilka cennych słów i porad w temacie delegowania (a zatem i zarządzania ludźmi) od franczyzobiorcy – Business Partnera PersoniiKrzysztofa Wilczewskiego:

Dlatego delegowanie zadań i czynności stanowi dziś podstawę skutecznego zarządzania firmą. W zasadzie jest to powszechnie znane, a jednak mimo to nadal wielu szefów obawia się przekazywania swych kompetencji podwładnym.


Sam kierując 10 osobowym, rozsianym po całej Polsce,  zespołem w dużej korporacji wielokrotnie borykałem się z myślami, czy na pewno projekt, czy jego obszary, które przekazywałem współpracownikom pod przygotowanie, zostaną wykonane dobrze. Na tyle dobrze, że wspólnie odniesiemy sukces. Czasem spędzało to sen z powiek.

 

Nauczony jednak dzięki mojej pasji do gry w koszykówkę, że: „za błędne podanie piłki do innego kolegi z zespołu odpowiada podający” wiedziałem, że sposób, w jaki to zrobię ma kluczowe znacznie. Korzystałem zatem wówczas z poniższych zasad:

 

4 TWARDE ZASADY DELEGOWANIA:


 

1.    CO?

Określ jasno, co trzeba zrobić, cel zadania musi być klarowny. Określ jakie mają być rezultaty (!).

Z jaką sytuacją chcesz mieć do czynienia, gdy zadanie zostanie skończone?

Ustal i przekaż jasno (!) termin wykonania wszystkich prac, biorąc pod uwagę ilość pracy, jaką już ma pracownik.

 

2.    KTO?

Wyznacz, na kim spoczywa nadrzędna odpowiedzialność za to zadanie, kto jest odpowiedzialny za realizację jego części. (Wbrew pozorom – tu gubi się większość ludzi – to przypis Marty🙂  )Ustal, kto ma prawo zmieniać zawartość zadania, terminy itp.

 

3.    DLACZEGO?

Wyjaśnij powody, dla których zadanie musi zostać wykonane. Wyjaśnij, jak ważne jest ono dla całości zespołu lub firmy. Wytłumacz jasno i w prostych zdaniach, dlaczego konieczne jest jego wykonanie. I znów Marta dodaje – że jeszcze lepiej, gdy pracownicy sami dojdą do wniosku, dlaczego dane zadanie jest ważne. Możesz zapytać: “Jak myślisz, dlaczego  ogóle Cię o to proszę? Jak myślisz, dlaczego proszę akurat Ciebie?”

 

4.    CZY ZROZUMIAŁ?

Ułatw zrozumienie zadania (!). Jako menadżer musisz być pewien, że pracownik  w pełni zrozumiał, na czym polega zadanie. Aby uniknąć nieporozumień, należy porównać swój obraz zadania z obrazem, jaki ma pracownik. Poproś go o opisanie zadania własnymi słowami. Własnymi słowami (!). Nie pytaj, czy rozumie. Zapytaj, jak rozumie.

 

Przykład:


„Janku, proszę Cię, byś przez najbliższy tydzień, licząc od dziś, zbierał odpowiednie dane wyników sprzedaży od handlowców z naszego działu, zestawiał je w codzienny raport sprzedaży i podsyłał mi na maila na koniec dnia w formie znanej Ci tabeli.
Wybrałem Ciebie, jak myślisz – dlaczego? (Daj czas na odpowiedź … .) Wybrałem Ciebie, ponieważ wykazujesz się największą systematycznością i terminowością w przesyłaniu innych raportów i proszę byś to ty był za te zadania w pełni odpowiedzialny.
Potem ten raport jest zbiorczo  przekazywany dalej do zarządu, co pozwala nam na bieżąco reagować w sytuacji kryzysów, jak i pozwala nam szacować przyszłe plany.
Proszę powiedz mi, co sądzisz zadaniu. jakie Ci powierzam, jak je zrozumiałeś. Chcę mieć pewność, że wszystko będę odpowiednio otrzymywał.”


 

5 MIĘKKICH ZASAD DELEGOWANIA:


 

1.    Okazuj zaufanie.


Każdy z pracowników może się wiele nauczyć, jeżeli dasz mu szansę. Ludzie czasem uczą się tak dużo, że przerastają oczekiwania menadżera i oczekiwania własne. Uwierz, że pracownicy poradzą sobie z zadaniem i okazuj im zaufanie. Daj pracownikowi jeszcze jedną szansę, jeśli poniesie porażkę, bo dzięki temu on i pozostali będą się czuli bezpiecznie.


 

2.    Wyrażaj uznanie.


Okazywanie, że doceniasz swoich pracowników jest jedną z głównych metod podnoszenia ich samooceny i przez to jest ogromnie ważne dla efektywnego delegowania.

Zawsze chwal pracownika, który wykonał zadanie tak, jak należało. Brak uznania, którego pracownik w sposób naturalny oczekuje po wykonaniu zadania, może prowadzić do rozczarowania, frustracji i spadku zaangażowania. Komentarz Marty byłby taki, że nawet zwykłe słowa: Dziękuję, że oddałeś to na czas mimo innych spraw na głowie” – potrafi wiele uczynić dobrego. Bądźmy wdzięczni. Wdzięczność wyzwala. Wdzięczność jest SEXY.

 

I jeszcze:

Nigdy! nie przypisuj sobie czegoś, co wykonał Twój pracownik!!

 

Kiedy Ty jako menadżer jesteś chwalony za osiągnięcia działu, zawsze podkreślaj, że to zasługa Twoich pracowników. Pamiętaj o przekazywaniu pracownikom pozytywnych komentarzy, jakie ktoś inny uczynił pod ich adresem.


 

3.    Wzmacniaj poczucie własnej wartości Twoich pracowników.


Przydzielaj swoim pracownikom zadania, które będą dla nich ciekawe i sensowne. Daj im szansę wykorzystania ich silnych stron. Pomagaj im osiągać sukces i ciesz się razem z nimi. Poprawiaj ich błędy i prowadź w taki sposób, aby zachowali poczucie własnej wartości. Udzielaj informacji zwrotnej korygującej ich działania, jeśli jest potrzebna, a nigdy nie krytykuj ich jako ludzi.

 

4.    Bądź przygotowany na błędy i akceptuj je.


Nie ma sensu oczekiwać, że pracownicy wykonają nowe zadanie, nie popełniając błędów. Kiedy ktoś popełni błąd upewnij się, że dostrzega pomyłkę i rozumie jej konsekwencje. Przedyskutuj z nim tę kwestię i podejmij odpowiednie działania, aby uniknąć podobnej sytuacji.

 

Komentarz od Marty jest taki, że wielu menedżerów wkurza się, jeśli ich pracownik nie wykonuje czegoś dokładnie tak, jak oni sami. A wkurzenie się nie pomaga we wzajemnej współpracy. W rezultacie, jeśli na spokojnie nie omawiamy popełnianych błędów, bo nie potrafimy lub nie mamy na to należytego czasu, szef przestaje delegować zadania, a pracownik niewiele się uczy. Finalnie kończy się sytuacja win-win, a zaczyna lose – lose. Szef ma poczucie, że jest zdany na siebie, a pracownik frustruje się, że zawiódł.

 

Czasem trzeba odłożyć ofertę dla klienta na bok, czasem trzeba zostać dłużej w pracy, nie po to, by nadgonić w papierach, ale po to, by spokojnie z kimś porozmawiać. Ludzie nie doceniają często “zwykłych rozmów”, podczas których mogą szczerze powiedzieć, jak coś ich zmartwiło albo zdenerwowało. Nie ma się co dziwić, że potem w pracy czują się samotnie.

 

5.    Bądź elastyczny.


Bierz pod uwagę fakt, że ludzie uczą się, pracują i wykonują zadania w różny sposób. Zaakceptuj metody innych ludzi i ucz się od nich. Bądź otwarty i uważnie słuchaj propozycji pracowników. Dostrzegaj ich specyficzne potrzeby. Szanuj ich czas oraz inne zadania i obowiązki.

 

Na koniec warto dodać, że w ostatecznym rachunku to szef odpowiada za efekty pracy swoich podwładnych. Delegowanie zadań rodzi czasem pokusę, aby tę odpowiedzialność całkowicie przenieść na barki pracowników. Pamiętajmy jednak, że: dobry lider nigdy nie ucieka przed odpowiedzialnością – to właśnie dzięki temu jest liderem.

Jeśli czujesz, że masz problemy z delegowaniem, może warto przyjść na coaching u Krzysztofa lub Marty? 🙂 Zapraszamy do Personii :)

 

Jeśli zaś lubisz czytać, zajrzyj do książki: “Jednominutowy menedżer spotyka małpę”. Jest świetna w temacie zarządzania poprzez delegowanie 🙂

Artykuł Jak delegować, zlecać zadania? Miękkie i twarde zasady delegowania. pochodzi z serwisu Jak prowadzić własną firmę?.


Source: News

maraton w Nowym Jorku. opinie. relacja

Śmiem twierdzić, że jeśli prowadzimy biznes, to musimy mieć też jakieś hobby, aby nie zwariować. Ja biegam. Amatorsko, ale wytrwale. Poniżej relacja nt. najsłynniejszego maratonu świata – 42,2 km , które przebiegłam w Nowym Jorku w 2018r.

 

Kupiłam pakiet startowy i zostałam oszukana przez Edytę Bartkowiak, Marathon Travel:


 

Jeśli mnie znasz, to na pewno wiesz, że kupiłam wycieczkę na maraton dla całej rodziny i zostałam, jak inni biegacze, podle oszukana. Więcej w temacie znajdziesz w necie, np. tutaj. Na szczęście finalnie pobiegłam z mężem i kilkoma innymi Polakami, co było istnym ewenementem. Cóż, wszystko dzięki Ambasadzie i Organizatorom. Choć nie ukrywam, że napisałam nawet do Donalda Trumpa. Po dziś dzień Edyta Bartkowiak oszukuje ludzi. Nie oddała mi też części ukradzionych pieniędzy.

Ale w tym poście nie o tym.

 

Maraton w Nowym Jorku 2018. Moja opinia i relacja.


Dla łatwości przekazu pozwoliłam sobie ująć temat w punktach.

 

1.Sport to zdrowie, prawda? 🙂


Absolutnie był to mój najtrudniejszy maraton. Teraz napiszę dlaczego. Po pierwsze, byłam bardzo zmęczona walką o pakiety, rozmowami z Ambasadą i Organizatorem między 22.00 a północą naszego czasu na kilka dni przez biegiem. Po drugie, byłam zmęczona organizacją wszystkiego we własnym zakresie. Biuro turystyczne Marathon Travel zawiodło, i wzięłam na siebie loty, hotel, transport i trasę zwiedzania, którą pokonała moja 6-osobowa rodzina (w tym małe dzieci). Moi bliscy mieli wycieczkę zorganizowaną – tyle, że zorganizowałam ją ja. Naprawdę, trochę mnie to zmęczyło, by każdemu dogodzić. Ale oczywiście – było warto.

 

Po trzecie, maraton w Nowym Jorku to nie są przelewki. W Polsce wstajesz o 7.00 rano, jesz śniadanie i około 9.00 jesteś na linii startu, mając w nogach maksymalnie 1-2 km porannego przejścia. A w Nowym Jorku? Noooo …. Jest bardzo ciekawie… . Bo:

 

a) jest zmiana czasu  – my mieliśmy na to dwa dni.

b) zaliczyłam te dwa dni zwiedzając Nowy Jork – nie odpoczywałam na hotelowym łóżku. Przeszłam NYC wzdłuż i wszerz, robiąc po 10 km dziennie.

Ale to jeszcze nic.

 

c) pobudka na maraton jest o 4.00 rano. Dokładnie 4.15 – był to nasz deadline. O 5.00 rano odjeżdża metro. O 6.00 odjeżdżają autokary, które wiozą Cię jakieś 40 minut na linię startu. Jeśli myślisz, że zaśniesz w autobusie – MYLISZ SIĘ.

 

d) od metra do autokarów jest jakieś 1,5 km. Od miejsca, gdzie autokary Cię finalnie dowożą, do Twojej wioski maratońskiej – jest minimum 1 km. Jeśli już dojdziesz do wioski, masz KOLEJNE KILOMETRY, które przechodzisz idąc po: herbatę, kawę, bułki /śniadanie, depozyt i toaletę. Jeśli masz pecha, i Twój mąż jest w innej wiosce (jak było u nas) – to robisz kolejne kilometry, by móc ze sobą pobyć i porozmawiać. Jeśli chcesz zrobić zdjęcie z policją na koniu albo uwiecznić romantyczny całus pod nowojorskim mostem – co robisz? – oczywiście maszerujesz. Zanim dojdziesz na linię startu – masz lekko 6 km w nogach. Mi mój zegarek wskazał 8 km, zanim w ogóle zaczęłam biec. Łukasza wskazał 10 km … .

I jeszcze ciekawostka – jak myślisz – czy jak dobiegasz na metę, to tuż przy niej stoi depozyt? 🙂 Hmm, a wyjście z Central Parku do linii metra? A co jeśli chcesz zostać na mieście i skoczyć na pizzę na Manhattanie??

 

W dniu maratonu zrobiłam ponad 52 km. Większość z nich oczywiście biegnąc po asfalcie.

W tym punkcie zapytam, czy sport to zdrowie? :)

 

Sport to pasja. Sport to świetna odskocznia od stresów w firmie. Sport to doskonały nauczyciel wytrwałości, walki z bólem, walki ze swoimi ograniczającymi przekonaniami. Sport jednoczy ludzi i uczy pokory. Ale maraton – czy maraton to zdrowie? Cóż, z tym, jak widać – bywa różnie :)


 

2. Siła głowy i moc, jaką daje wyznaczony cel.


Jeśli biegasz, to pewnie wiesz, że biega się głową. Nogi pomagają; silne łydki, uda, pośladki, nawet ramiona – to wszystko pomaga. Ale biega się głową. W głowie musisz czuć moc. Zaufanie do siebie. Zaufanie do organizatora trasy. Zaufanie do bliskich, którzy Ci kibicują. Ale przed wszystkim – powtórzę – zaufanie do siebie. I wiarę w siebie.

(Pod tym względem to świetny sport dla tych, których samoocena kuleje. Świetny. Śmiem twierdzić, że ci z depresją, spadkiem poczucia własnej wartości, czuliby się znacznie lepiej, gdyby codziennie biegali.)

 

W głowie też musisz mieć cel. Nie zawsze chodzi o bycie najszybszym. Wystarczy nawet cel w stylu: przebiegnę, przejdę, przeżyję. Ja biegam amatorsko i zaplanowałam złamać czas 4:30. Nie udało się.

 

Ale to teraz nie ma znaczenia. Po pierwsze dlatego, że i tak zrobiłam życiówkę (poprawa czasu z 4:36 na 4:35) . Po drugie dlatego, że gdyby nie ten cel, te 4:30 w głowie, JESTEM PEWNA, że byłabym na mecie znacznie później.

 

Ale najlepsze jest to, co piszę poniżej. Otóż, po trzecie …

 

Po trzecie – miałam na trasie – kolokwialnie rzecz ujmując – zgon. Nie ścianę. Nie ból. Nie spadek motywacji. Miałam zgon. Teraz opowiem jaki.

 

Na 16 km skumałam, że coś mi ciężej. Myślę, i szok! Ja nic nie jem od dobrej godziny!! Taka atmosfera biegu, że zapomniałam!! Dla mnie to była lekka dezorientacja. Zawsze jem na tak długiej trasie. Zawsze. Zatem wsunęłam banana i cukierki M&M, które dostałam od kibiców na trasie. Cukier mi pomógł, cukierki szczególnie (nie jadłam z 15 lat),  i po 18-19 km było już dobrze. I było tak dobrze, że nagrywałam filmiki i cieszyłam się biegiem. Do czasu.

 

Między 30 a 36 km – nie wiem, co się ze mną działo. Straciłam rachubę. Pamiętam, że ostatni raz spojrzałam na zegarek przy 30 km. A potem ocknęłam się przy 36 km. I słowo ocknęłam się jest odpowiednie. Wydaje mi się, że jakby – spałam. Po prostu przy 36 km nagle się “obudziłam”, zajęło mi chwilę stwierdzenie, gdzie jestem. Miałam bardzo ograniczony zakres widoczności – tylko trasa przede mną, ułożona w takim wąskim tunelu. Nie słyszałam huczących kibiców, choć po kilku sekundach ich zauważyłam. Ale to nic. Największe zdziwienie wywołało u mnie to, że BIEGŁAM. Biegłam nadal. Nie wiem, jak to możliwe, ale ja biegłam! Biegłam, jakby, śpiąc. SERIO.

 

Najlepsze jest jednak to, że jak się ocuciłam,  poczułam się rześko i byłam bardziej wypoczęta (!!). Miałam siłę przyspieszyć i utrzymałam wyższe tempo biegu do końca do linii mety.

 

Teraz moja refleksja. To wydarzenie, jak żadne inne, pokazało mi moc celu. Głowa zafiksowana na celu dąży do tego celu, nawet jeśli ciało nie daje rady. Mózg wyłącza nam podstawowe procesy, łącznie ze świadomym myśleniem, kumulując energię na to, byśmy ten cel osiągnęli.

 

Może to mistyczne. Może to niemożliwe. Może ktoś pomyśli, że chyba mi odbiło. Ja myślę, że to wspaniały dowód na to, że jasny cel i determinacja, i siła woli, i modlitwa (!) – są kluczem do osiągania fenomenalnych rezultatów, nawet wtedy, a może szczególnie wtedy, gdy ciało nie daje rady.

 

3. Modlitwa


Napiszę krótko. Każdy kilometr biegu maratońskiego, tj. każdy po 20 km, poświęcam na daną intencję. Biegnę, by medytować. I medytuję, by biegać. Polecam. Łatwiej się biega. Ale przede wszystkim – lepiej się żyje.


 

4. Atmosfera na maratonie w Nowym Jorku.


To jest petarda. Atmosfera na maratonie w Nowym Jorku, to jest PETARDA. Kibice stoją na całej trasie, z wyjątkiem 5 mostów. Każde 5 metrów jest obstawione muzyką, plakatami, dziećmi rozdającymi słodycze, banany. Na trasie kibice (bynajmniej nie organizatorzy) podają także piwo i … trawkę. Dość mocno mnie to rozbawiło. Ty jesteś zlany potem, dbasz o każdy krok, masz rozłożone plany posiłków (kiedy żele, energetyki, kiedy woda, kiedy izotonik, kiedy banany itp.), a tu na trasie kierunkowskaz: BEER HERE. Doprawdy, można się ubawić.

 

Hałas podczas biegu jest przeogromny. W jednej sekundzie słyszysz gospel  (na żywo), w drugiej – DJ puszcza Whitney Houston. Ale niewiele pośpiewasz, bo za rogiem policja wystawia swoją orkiestrę. Widać, że nowojorczycy kochają ten maraton i jest on dla nich niemal corocznym świętem narodowym. Założę się, że to dla kibiców i dzięki kibicom, co roku ponad 70 000 biegaczy zapisuje się, by pobiec w tym pamiętnym dniu. Co ciekawe, widać to też w kościele.

 

5. Msza święta dla maratończyków prowadzona jest przez …


No właśnie. W Katedrze Św. Patryka, na środku Manhattanu, co roku organizuje się specjalną mszę. Specjalne błogosławieństwo, bo aż z zaproszeniem na środek ołtarza, otrzymują wszyscy biegacze. I najlepsze – mszę prowadziło w 2018r. 7 księży, każdy z nich był biegaczem. Nic jednak nie przebiło proboszcza – księdza na pewno po 60-tce. Księdza, który to przed błogosławieństwem zdejmuje szaty, i pokazuje klatkę piersiową z przyczepionym do niej numerem startowym. Jak nie inaczej – proboszcz też biegnie maraton! Amazing.

 

6. Nie chcę pisać za dużo.


Maraton w NYC to historia. To przygoda. To trasa biegowa doskonale pokazująca klimat miasta. To przeżycie, które wzbogaca naszą wiedzę o sobie, o świecie, o ludziach. Poniżej kilka fotek, które może w 10% oddadzą to, jak tam w istocie jest :)

Maraton. Z biegaczami z Polski robimy fotkę w maratońskiej wiosce, na kilka godzin przed biegiem :)

Maraton. Z biegaczami z Polski robimy fotkę w maratońskiej wiosce, na kilka godzin przed biegiem 🙂



 

maraton w nowym jorku. opinie.relacja

 

maraton w nowym jorku. opinie.relacja

 

maraton w nowym jorku. opinie.relacja

 

Moje zdecydowanie najlepsze zdjęcie z dnia maratonu. Jestem w strefie: “Dog therapy” 🙂


 

Artykuł Maraton w Nowym Jorku. Opinia i relacja. pochodzi z serwisu Jak prowadzić własną firmę?.


Source: News

stawienie i osiąganie celów

Dwa lata minęły, odkąd z okazji 33 urodzin opublikowałam pierwszy raz na blogu listę moich 100 celów(!!) . Był to inspirujący post dla wielu z Was. Teraz przed Tobą relacja z nowych celów, postawionych na 35 rok życia.

Kolejne (wybrane!) cele na 35 rok życia:


 

Wierzę w metodę planowania. Wierzę, że jeśli mamy określoną drogę, wymarzoną przez nas, wyśnioną, łatwiej się żyje, i wszechstronniej się żyje. Plany nie zawsze wychodzą, taki ich urok. Ale moje dotychczasowe życie jest przykładem tego, że w większości sytuacji plany działają – jeśli nie na 100%, to choćby na 50, a to już coś. Planujmy zatem wielkie rzeczy i cieszmy się, jak zrealizujemy je choćby w części. Osobiście wolę mieć 70% z wielkiego planu i celu, niż 100% z malutkiego planiku i celiku:)

Nawet jeśli los totalnie inaczej układa nam ścieżki, to i tak świadomość tego, że mimo wszystko mamy na pewne rzeczy wpływ, pozwala wykreować fenomenalne rezultaty.

 

Zatem planujmy. A potem monitorujmy. Analizujmy, jak poszło. I pytajmy samych siebie, co moglibyśmy zrobić lepiej. W tym nurcie – moje plany, jak i analiza tego, co wyszło rok temu, poniżej:

 

Biznes:


 

Zacznę od tej kategorii, bo to blog biznesowy. Ale biznes nie jest moim nr 1 na liście życiowych wartości. Jest nr 3.

 

1)Dalej planuję rozwijać franczyzę. Pod względem funkcjonowania Personii – będzie to zdecydowanie rok franczyzy. Rok siania dobrych praktyk na rynku szkoleniowo – doradczym, niestety często jeszcze w mym odczuciu niewłaściwie wpływającym na biznes.

 

2) Z końcem roku planuję trochę wolnego. To ma być czas na pisanie książek, tworzenie (dynamiczniej niż teraz) treści na bloga. Nie uda mi się odejść od szkoleń, nawet bym tego nie chciała, ale czuję, że z końcem roku powinnam odpocząć, złapać trochę wiatru w żagle dla mnie samej. Będzie to dobry czas na rozwój osób w zespole i przejęcie przez nich części odpowiedzialności. (Jeśli Ty się rozwijasz i rozwija się Twoja firma, muszą jednocześnie rozwijać się pracownicy. Dość ważna prawda, o której zapominamy prowadząc firmę. Chcemy być najlepsi, a nie patrzymy na to, czy najlepsi stają się też nasi ludzie. Tym samym liczę, że jak ja spauzuję na moment, potencjał moich koleżanek i kolegów z zespołu wybuchnie:) )

 

3) Kolejna sprawa to zmiana w firmowych “papierach”. Czas przekształcić firmę w większy twór, nie tylko rosnący nieustannie w mojej głowie czy podczas oglądania listy referencyjnej Klientów, ale także formalnie.

 

4)Jako Prezes gdyńskiej grupy Towarzystw Biznesowych – planuję wraz z członkami z Trójmiasta dalszy rozwój relacji i sieci kontaktów – w Gdyni,  Trójmieście i ogólnie w Polsce. Naszym celem jest przyciąganie Warszawy do Trójmiasta. A nie Trójmiasta do Warszawy. Moim zaś osobistym celem jest jednoczenie ludzi biznesu, którzy tam samo dużo i mądrze pracują, jak siedzą z dziećmi na plaży czy biegają promenadą. Wbrew pozorom, najbogatsi zarabiają pieniądze odpoczywając.


 

5) Warto napisać jeszcze o jednym – ponad rok czasu z mężem prowadziliśmy gabinet masażu. Miała to być nasza furtka do budowy sieci franczyzowej w branży, którą lubimy i która staje się bardzo modna. Nie udało się. Nie wyszło, bo mieliśmy na to za mało czasu. Serio. Za mało czasu. To nie wymówka. To szczery powód. Jeśli nie koncentrujesz się na czymś należycie, nie myślisz o tym codziennie, nie kreujesz wizji tego czegoś – i nie masz nikogo, kto zrobi to za Ciebie – to nic tam nie masz. Jak często mamy świetne pomysły – chcę zarabiać 50 tysięcy miesięcznie, chcę zostać znanym człowiekiem na moim rynku, chcę mieć cudowną rodzinę. Jesteś tym i masz to, na czym się koncentrujesz. 

 

Pasja:

1)W tej kategorii muszę powiedzieć o pasji do sportu. Wielkim sukcesem był w 2018r. wyjazd na maraton w Nowym Jorku. A mając na uwadze to, że aby zdobyć bilety, pisałam po wielu perturbacjach finalnie nawet do samego Donalda Trumpa, uważam to za znaczącą sprawę. Tym bardziej, że biegłam z mężem, a kibicowała mi najbliższa rodzina.

 

2)W tym roku, w roku mojego 35 roku życia, chciałabym dalej biegać. Myślałam trochę o Ironmanie, w zeszłym roku po wielu latach wróciłam do pływania (szok! ja przecież nie lubię wody!). Chcę utrzymać obecne tempo sportowych wyzwań, jednak czas pokaże, w którą to pójdzie stronę. Rzucam też sobie dwa nowe wyzwania: niegdyś najkrótsze trasy biegowe, jakie pokonywałam, miały 5 km. Teraz obiecałam sobie biegać minimum 6,5 km . Może to mała zmiana, ale życie składa się z małych zmian! Małe zmiany dają nam wielkie rezultaty na koniec dnia. Nie doceniamy ich, a powinniśmy wynosić je na piedestał. Jedna łyżka cukru mniej do herbaty, czy 5 minut dłużej czytana książka dziecku – po roku czasu robią ogromną różnicę.

Z czasem, przed 40stką, planuję ultramaraton. W tym roku myślę o kolejnym maratonie – chciałabym realizować jeden maraton rocznie – najlepiej z mężem – tak długo, aż starczy nam sił.

 

3)Inną pasją jest czerpanie wiedzy ze szkoleń od osób, które wiele w życiu osiągnęły (Mentorzy przed duże M). Byłam w Londynie na szkoleniu Tonye’go Robbinsa niecały rok temu. Byliśmy tam z mężem i było to piękne przeżycie, które zapoczątkowało wiele pozytywnych zmian w moim i naszym życiu. Chciałabym nadal korzystać z wiedzy Tony’ego, być może zaliczyć jeszcze jakiś event z nim na żywo. Nie wiem, czy zdążę, bo Tony odchodzić będzie zapewne za jakiś czas od aktywnego występowania na scenie. Szukam zatem także innych mentorów, którzy dalej rozwijać będą moje wizjonerstwo, myślenie biznesowe i przełożą się też bezpośrednio na wiedzę, jaką daję klientom na szkoleniach i coachingach w ramach Personii. Jeśli zanurzasz się w pełni w mądrych, wspierających słowach dobrych, rozwijających Cię ludzi, i jeśli robisz to regularnie, nie ma bata – przyspieszasz własne sukcesy i lepiej znosisz porażki.

 

W tym miejscu chcę napisać słowa, które wracają do mnie nieraz, od momentu przeczytania książki Kiyosakiego: “Młody bogaty rentier”. Kiyosaki napisał, że na 10 firm, 9 doświadczy bankructwa. Potem Paweł Motyl powiedział na jednym ze swych webinarów, że w swoich biznesach dwa razy zbankrutował. A potem ja na bazie tego krótkiego zdania zrobiłam, śmiem twierdzić, bardzo dobre, szkolenie dla Banku Santander. Chodzi o to, że każda porażka, każde bankructwo, każdy nieudany telefon do klienta, każda potencjalna odmowa – przybliża nas do celu, tak długo jak działamy dalej. I tak właśnie powinniśmy na to patrzeć. Sukces nie jest dla wybranych. Sukces jest dla wytrwałych.

 

4) Napiszę jeszcze może, że w tej kategorii miałam zaplanowane uczenie się hiszpańskiego. Wyszła dupa. Myślę, że wrócę do tego tematu jak już kupimy mieszkanie na Teneryfie 😀 Nie jestem na to zła, nie mam pretensji do siebie. Po prostu to nie był ten moment.

 

Przyjaciele:


 

1)Jest bardzo ważne to, z kim się trzymasz. Tony Robbins mówi tutaj o “quality people”. Może to głupie, ale mam listę osób, które chciałabym poznać. Z którymi chciałabym wypić miłą kawę. Listę osób, którzy mogą mnie zainspirować, ale też takich, którzy podzielają te same wartości.

W zeszłym roku poznałam wiele ciekawych osób. Uważam, że to kogo znamy, a przede wszystkim – to z kim się trzymamy, wyznacza nasze życiowe standardy. Z tego tytułu lubię poświęcać czas przyjaciołom, którzy się rozwijają. Mają uśmiechnięte twarze, robią coś konstruktywnego dla siebie czy innych. Już dawno pożegnałam się z tymi, którzy ściągali ze mnie energię. Smucili. Nie chcę być z takimi osobami, bo nie chcę by tak wyglądał mój świat.

 

Jeśli masz pewną misję do zrealizowania i chcesz dźwignąć w niej innych ludzi, sam nie możesz leżeć.

 

2)Mam też kilku “starych” przyjaciół. Bardzo chciałabym, byśmy trzymali się dalej razem. Jeśli będziemy trzymać regularny kontakt, nawet jak nic się takiego nie dzieje, wierzę, że będziemy razem na co dzień, a nie od wielkiego dzwonu. Trzymać kontakt – telefon, mail, sms, i oczywiście spotkania. To wystarczy. Śmiem twierdzić, że przyjaźń częściej umiera z powodu braku kontaktu, niż z powodu kłótni, czy wzajemnych ocen. Kłócić się można, czasem można się nawet oceniać (bo kto jak nie przyjaciel powie Ci, że spieprzyłeś?!) , ale bądźmy w kontakcie.

 

Życie osobiste:


 

1)Co najważniejsze, dzieci są zdrowe. Nie pamiętamy już czasów antybiotyków. Rozwijają się super, mają pierwsze ważne osiągnięcia – w judo, w jeździe na łyżwach, w relacjach z koleżankami i kolegami. Cieszy mnie, jak pięknie czytają (choć są to dopiero początki), oraz jak liczą, szczególnie Michał. Łucja zaś tańczy i widać, że będzie z niej artystka :)

 

2)Nadchodzi czas na zmianę mieszkania. To duża rzecz, nad którą planujemy pochylić się właśnie w tym roku. Mieszkamy ponad 8 lat w tym samym, pięknym miejscu, w Gdyni. Ale dzieci rosną, za moment będą potrzebować więcej prywatności.

 

3)W tej kategorii trzeba też powiedzieć o odpoczynku. Umiem odpoczywać. To jest hit sezonu. UMIEM ODPOCZYWAĆ. Umiem spać do 8- 9 rano. Umiem czytać godzinami książki czy interesujące magazyny. Po ciężkim dniu pracy umiem zostawić komputer i powiedzieć – “pieprzę to, dokończę jutro.” Umiem iść na randkę z mężem, zostawiając w domu bałagan wielkości słonia. Piszę to, bo to jest ważne, a kiedyś tego nie umiałam. Po 2-3 latach pracy nad tym celem, z pełną odpowiedzialnością napiszę: Umiem odpoczywać. I w tym 35 roku życia chcę umieć robić to nadal. Pracuję na 120%. Pomagam na 120%. Jestem mamą i żoną na 120%. Ale jak odpoczywam, to też odpoczywam na 120%.

 

Zdrowie:

 

1)To kategoria dużego sukcesu. Pięknie biegam. Prawie codziennie robię coś dla swojego ciała – rozciągam je, spaceruję, chodzę na saunę lub masaż. Piję dużo wody, nie jem mięsa. Wyleczyłam niedoczynność tarczycy, bez stosowania leków. Bardzo pomogli mi znajomi, koledzy i przyjaciele – serio! – z Facebooka. Dostałam tyle wiedzy, że mogłam oczytać się solidnie i przygotować plan naprawczy dla siebie według wartości, jakimi kieruję się w życiu. Dostałam od Was mega wielką pomoc i baardzo dziękuję!

 

2)Zdrowie pozostałych członków rodziny to wielki kolejny sukces, za który jestem bardzo wdzięczna. W tym temacie podejdę do ograniczenia mięsa u córki, która uwielbia warzywa i która sama zapytała mnie, czy mogłaby unikać mięsa. Chciałabym też byśmy jedli więcej nasion i ograniczyli nabiał. Do glonów i owoców morza nadal nie mogę się przekonać. Chciałabym też wrócić do regularnego pieczenia chleba (zaniechałam w wakacje 🙁 ).

 

3) W tym roku biorę się za siebie pod jeszcze jednym względem zdrowotnym. Sprawa czekała 3-4 lata, powoli ją realizowałam przez 2 ostatnie lata, szukając metod, które mogą mi pomóc. Wreszcie, po rozmowach z wieloma lekarzami, trafiłam na super osobę i pracujemy razem nad moim problemem bez lekarstw, bez zewnętrznej ingerencji w organizm, a za pomocą ćwiczeń i treningu mentalnego. Jak to mi się uda, daję słowo, że podzielę się kiedyś tym na forum.

 

Duchowość:


Czy to, w co wierzysz, ma wpływ na Twój biznes?

Czy to, ile masz w życiu własnych refleksji i chwil ciszy, wpływa na Twoją markę, Twoje zarobki i ludzi, jacy Cię otaczają? Czy wpływa to na jakość Twojego życia?

Czy to, co duchowo praktykujesz na co dzień stanowi o tym, kim jesteś? Kolosalnie tak.

 

Dlatego w tym roku nadal wdrażam introwertyczne chwile – sama ze sobą, na bycie z Bogiem, na medytację. Na układanie największych biznesowych i osobistych planów w porozumieniu ze Stwórcą w cichości serca. Z tego też powodu cele, jakie widać w tym poście, to jedynie namiastka. Najważniejsze rzeczy chowam dla siebie :)

***

To blog biznesowy, trochę może lifestylowy, ale ani ja, ani wszystkie moje słowa czy dzieła, byłyby puste bez fundamentów tego, w co wierzę, po co to robię i dlaczego. Znajdywanie swojego “dlaczego”, doprecyzowywanie misji i wizji siebie na tym świecie, uważam za największy motywator do działań ever. Jeśli widzisz sens tego, co robisz, i wiesz w sercu dlaczego, żadna porażka nie ma prawa Cię nigdy w tym zatrzymać. Możesz mieć wtedy nawet tysiące celów – życie jest na tyle długie, że na pewno część z nich zdążysz dobrze zrealizować.


Tego życzę – i Tobie, i sobie. A teraz do roboty! :)

 

Artykuł Kolejne cele na 35 rok życia. pochodzi z serwisu Jak prowadzić własną firmę?.


Source: News

Czy naprawdę wciąż trzeba szukać coś nowego i angażować dodatkowe pieniądze, by Twoi pracownicy chętnie przychodzili do pracy?



To wielki tekst. Wielki, bo mocny merytorycznie. Wielki, bo pierwszy tekst napisany nie przeze mnie, ale przez naszego pierwszego Franczyzobiorcę w Personii. Poznajcie Krzysztofa Wilczewskiego i jego pióro 🙂 Krzysiek – witamy na pokładzie!

 

8 rzeczy, które motywują pracownika i działają za darmo


 

Pracując z menadżerami na różnym szczeblu i z różnym stażem, często słyszę pytanie, jak działać z pracownikami, co im dać i w jakiej formie, by „chciało im się chcieć”? Co działa najlepiej, jak nagroda?
Odbijam wówczas piłeczkę i zadaję jedno proste ale jakże ciekawe pytanie: „odpowiedz mi najpierw, jakim Ty jesteś szefem dla zespołu?” i zaraz utrudniam – „odpowiedz nie tak jak Ty uważasz i możesz o Sobie powiedzieć,  tylko powiedz co o Tobie mówią Twoi pracownicy”.
Tu najczęściej jest milczenie lub zdanie rozpoczynające się od „no chyba ….”
Dlaczego to takie dość ważne by to wiedzieć? Otóż panuje dość powszechna zgoda, że umiejętne motywowanie kadry to klucz do sukcesu firmy. Wielu przedsiębiorców czy szefów zapomina jednak że „ludzie odchodzą od menadżerów, a nie od firm”.
Amerykański Instytut Gallupa (jedna z najstarszych organizacji zajmujących się badaniem opinii społecznej),  trakcie ostatnich 30 lat przeprowadziła badania na grupie: 1,8 mln pracowników oraz 88 tys. menedżerach, na całym świecie. Badania prowadzone były w firmach reprezentujących różne sektory i branże, a respondenci zajmowali w nich zróżnicowane stanowiska i byli w różnym wieku reprezentując wspominane wyżej pokolenia.
Dokonano ciekawych odkryć. Otóż do oceny miejsca pracy wystarczy zaledwie 12 pytań. Dają one potężną dawkę najważniejszych informacji. Dzięki tej wiedzy możesz tworzyć lepsze miejsce pracy w swojej firmie bez względu czy zatrudniasz 1 osobę, czy masz kilka działów i kilkudziesięcioosobowe zespoły. Oto te pytania:
1.    Czy wiem, czego oczekują ode mnie w pracy?
2.    Czy mam do dyspozycji materiały i sprzęt niezbędny do prawidłowego wykonania pracy?
3.    Czy codziennie mam w pracy możliwość wykonywania tego, co potrafię najlepiej?
4.    Czy w ciągu ostatnich siedmiu dni poczułem się choć raz doceniony lub czy byłem pochwalony za swoja pracę?
5.    Czy szefowi lub komuś innemu w pracy na mnie zależy, czy ktoś zauważa mnie jako osobę?
6.    Czy ktokolwiek w pracy zachęca mnie do tego, abym się dalej rozwijał?
7.    Czy w pracy liczy się moje zdanie?
8.    Czy misja mojej firmy daje mi poczucie, że praca, którą wykonuję, jest ważna?
9.    Czy moi współpracownicy są wewnętrznie zdeterminowani, by wykonywać swoją pracę na najwyższym poziomie?
10.    Czy mam w pracy swojego najlepszego przyjaciela?
11.    Czy w ciągu ostatnich sześciu miesięcy rozmawiałem z kimś o postępach, jakie poczyniłem?
12.    Czy miałem w pracy możliwość dokształcania się i rozwoju?

 

Jako szef firmy, czy menadżer warto znać odpowiedź na wszystkie, jednak kluczowe jest znać odpowiedź na pierwsze 6 pytań. Jeśli więc jesteś menadżerem czy właścicielem i chcesz tworzyć zmotywowany zespół do pracy, na początek postaraj się, aby każdy mógł na te pytania odpowiedzieć w skali 1-5 właśnie na „5”. Jak już to osiągniesz, popracuj nad pozostałymi.

 

CO DZIAŁA NA PRACOWNIKA BEZ KONIECZNOŚCI PONOSZENIA KOSZTÓW?


Kilka podpowiedzi z mojej strony co zawsze działa na pracownika bez konieczności ponoszenia dodatkowych kosztów. Może czasem to metody wręcz banalne, ale uwierz bo działają bardzo dobrze:

 

1)    „Flexi-praca”

Nie ma lepszej nagrody dla pracownika, niż elastyczny czasu pracy. Pomoże to pracownikowi zachować równowagę pomiędzy życiem zawodowym i rodzinnym.

 

2)    Przyłap ludzi na tym, co robią dobrze i powiedz im o tym!!!
Każdy lubi usłyszeć dobre słowo. Szczególnie za dobrze wykonaną pracę, a co ważniejsze, za wysiłek jaki w nią włożył. Zdarzają się momenty, w których nawet te najbardziej trafione pomysły i projekty kończą się fiaskiem. W takiej sytuacji – mimo ogromu wykonanej pracy – pracownik nie może pochwalić się konkretnymi wynikami. Dlatego też doceniaj i  dostrzegaj nie tylko sukcesy, ale i wkład pracy podwładnych.
Bardzo działają tu oprócz ustnej pochwały, odręcznie napisane notki dla pracownika.
Pewien prezes jednej z amerykańskich firm, miał zwyczaj wypisywania pochwał na banknotach o niskim nominale. Dla pracowników otrzymanie takiej nagrody było na tyle istotne, że kolekcjonowali oni swoje „dolarówki”. W ciągu dwóch lat tylko jedna osoba zapytała, czy szef nie miałby nic przeciwko wydaniu ofiarowanego jej banknotu.

 

3)    Czasem bądź asystentem
Kiedy firma ma „żniwa” lub jest w tzw. „gorącym okresie” i w szybkim tempie musi zrealizować ogromną ilość zadań, nieocenione staje się podanie pomocnej dłoni pracownikowi: można udzielić cennej porady lub ułatwić podjęcie trudnej decyzji.
W wielu firmach, niektórzy kierownicy – od czasu do czasu – serwują swoim pracownikom kawę. Mają wówczas możliwość poznania ich opinii, wysłuchania ich problemów, a także mogą pomóc im w realizacji zadań. Zwiększa to zaufanie pomiędzy pracownikami, a także przyspiesza proces realizacji projektów.

 

4)    Wspólnie zdmuchuj świeczki i pielęgnuj wspomnienia
Urodziny to szczególny dzień, dlatego warto świętować je razem z pracownikiem. I nie musi to być moment, który zaburza pracę w ciągu dnia. Sprytnym pomysłem jest zapraszanie raz w miesiącu na śniadanie, czy obiad te osoby które w danym miesiącu obchodziły urodziny i celebrowanie tego przy rozmowie. Pracownicy nie tylko czują się bardziej docenieni, ale też zmieniają swój sposób patrzenia na kadrę zarządzającą, jako na bardziej przystępną i pomocną.

 

Chętniej dzielą się swoimi pomysłami i odważniej podchodzą do realizacji nowych projektów. Ważne także by uwieczniać takie chwile i dzielić się tym na wewnętrznych portalach firmy, to bardzo buduje atmosferę.

 

5)    Pozwól dzielić się dobrym słowem
Wprowadź atmosferę, by pracownicy sami wyrażali na swój temat pozytywne opinie. Na przykład raz na jakiś czas można zorganizować spotkanie podczas którego każda osoba napisze na kartce papieru, co lubi i docenia w swoim współpracowniku. Następnie kartki te przekazywane są do ich adresatów. Takie spotkania nie generują kosztów, jednakże bardzo silnie wpływają na zwiększenie motywacji pracowników i ich integrację.

 

6)    Stwórz „tablicę dla zasłużonych”
Ekperci HR sugerują, że wyjątkowo skutecznym motywatorem jest publiczna pochwała. To fakt niezbity, z tym że dość szybko taka chwila jest ulotna. Ciekawym pomysłem jest zastosowanie tzw. „tablicy zasłużonych” w ciekawym i dostępnym miejscu zarówno dla innych pracowników, jak i dla klientów. Umieszczać tam można zdjęcia pracowników, którzy w danym okresie mocno przyczynili się do realizacji celów biznesowych firmy wraz z opisem ich działań, by promować i stawiać daną osobę za wzór do naśladowania. Pracownik taki staje się mocno doceniony na dłuższy czas i zmotywuje go to oraz innych do równie efektywnych działań w przyszłości.

 

7)    Daj chwilę odpoczynku
Większość osób ma stresująca pracę lub momenty, w których odczuwamy duży stres. Każdy wiec bardzo docenia chwilę, w której może się zrelaksować. Jeśli w firmie wygospodarowane jest pomieszczenie, w którym można chwile odpocząć, zrelaksować się czy po porostu rozluźnić to oprócz tego, że stanowi to miłą nagrodę, to jeszcze korzystnie wpływa na poziom koncentracji i efektywniejszą dalsza pracę.

 

8)    Używaj magicznych słów
Coś co szczególnie polecam i lubię. Można wymyślać różne benefity i udogodnienia oraz opracowywać strategię wynagradzania. W codziennym jednak biegu jest jeden z najprostszych sposobów wzbudzenia w pracowniku motywacji. Wystarczy powiedzieć mu „dziękuję” i uścisnąć rękę dając do zrozumienia, że widzę Twoje zaangażowanie, cieszę się, że pracujesz właśnie dla mnie. I nie musi być to przekazane w oficjalnej formie, na forum publicznym, czy na „tablicy zasłużonych”. Poświecenie pracownikowi chwili uwagi, docenienie jego pomysłu, podziękowanie za wykonane zadanie – błahe?

Nic bardziej mylnego, jest to jeden z najpotężniejszych motywatorów, o którym jakże często zapominamy.

A co Ty byś do tego dodał? Jaką masz refleksję?

Artykuł 8 rzeczy, które motywują pracownika i działają za darmo pochodzi z serwisu Jak prowadzić własną firmę?.


Source: News

Polacy, podnieśmy WYSOKO głowy! Właśnie wróciłam z dwutygodniowego urlopu w Stanach. Poniżej o tym, czego się nauczyłam, co sobie przypomniałam. I oczywiście kilka fotek!



 

Czego nauczyłam się na urlopie w USA?


 

1.Polska jest piękna i nie brak nam absolutnie niczego.


Zacznę od tego, że kiedyś miałam w głowie przekonanie, że my tu w Polsce to bidę klepiemy. Na pewno w jakiś sposób tak było, tego “gorszego, polskiego” świata doświadczyli nasi dziadkowie, a także rodzice. Kiedy byłam w Waszyngtonie za czasów szkoły podstawowej, wydawało mi się, że frytki i lody na śniadanie to największy luksus świata. Serio.

Wróciłam wówczas do kraju z przekonaniem,  że kocham Polskę, ale jeszcze wiele przed nami do nadrobienia na świecie.

 

Gdy byłam w Kalifornii i całym zachodnim wybrzeżu jakieś 7-8 lat temu, różnica między Polską a USA nie zarysowywała się już tak wyraźnie. Świadomość tego, jak zdrowo jeść i miło żyć, była już u mnie większa, miałam na karku kilkanaście doświadczeń podróżniczych po Polsce i Europie, a tym samym szerokie spektrum porównania. Wówczas Stany zachwyciły mnie parkami krajobrazowymi i doskonałą organizacją chyba wszystkiego – od lotniska, przez atrakcje turystyczne, aż po rozbijanie namiotu w Wielkim Kanionie. Do dziś pamiętam “stanowiska namiotowe” – każdy namiot miał swój stolik, dwie ławki, grill, skrzynię na jedzenie (ochrona przed niedźwiedziami), drewno na opał. Budziło to mój zachwyt.

 

Teraz wracam ze Stanów – z Nowego Jorku, gdzie biegłam maraton (zdjęcia i wrażenia niebawem w osobnym poście, a jakże!) oraz z Florydy, gdzie odpoczywałam. Ktoś by powiedział, że to piękne miejsca. A ja napiszę, że NIC PIĘKNIEJSZE OD POLSKI.

 

Tak się składa, że w dniu 11 listopada, w 100tną rocznicę Święta Niepodległości, byłam niedaleko Miami. W okolicach tego Święta moje dzieci trzymały flagę biało-czerwoną – podczas parady narodów w Nowym Jorku, podczas biegów czy odbioru pakietów startowych. Polska była w Stanach widoczna.

Maraton. Z biegaczami z Polski robimy fotkę w maratońskiej wiosce, na kilka godzin przed biegiem :)

Maraton. Z biegaczami z Polski robimy fotkę w maratońskiej wiosce, na kilka godzin przed biegiem 🙂



 

Napiszę też o czymś innym. Z innego punktu widzenia.

 

Podczas całego tygodnia widziałam też parę razy na dobę amerykański patriotyzm. Ksiądz na mszy w kościele w mieście Orange City (można oglądać zwykłe, aczkolwiek cudne amerykańskie domy!) podczas kazania dwa razy powiedział: “I’m proud to be American”. I dostał głośne brawa od modlących się. Flaga amerykańska wisi na co trzecim domu. Wisi przed każdą atrakcją turystyczną. Jest na prawie każdym bilecie wstępu do turystycznej atrakcji.

Pani w hotelu w Miami (z pochodzenia Włoszka) mówi przy powitaniu: “Welcome to paradise”. Kelner we włoskiej restauracji, który uciekł z Rzymu w poszukiwaniu pracy – wypowiada się z pewną dumą o amerykańskich zwyczajach, jakie przejmuje. Amerykanie nie potrzebują obchodzić swego narodowego święta, by patriotyzm był wyraźnie widoczny w ich miastach, domach, sercach.

 

Też tak powinno być u nas! Polska NIEPODLEGŁA NIECH ŻYJE! Niech żyje NA CO DZIEŃ!

365 dni w roku – w przedszkolach, szkołach, nad szyldami polskich, rodzinnych firm – Polska niech żyje!

 

I nie mam na myśli komentowania naszej sceny politycznej. Jestem daleka od tego.

 

Mam na myśli piękno naszego kraju i dumę, jaką każdy Polak powinien nosić w sercu i pokazywać innym z identycznym, majestatycznym przekonaniem, jak mówią o swoim kraju mieszkańcy USA. Nie tylko “rodowici” Amerykanie.

 

Mamy piękne parki krajobrazowe, mamy czyste, złote plaże. Mamy góry. Cudowne jeziora i lasy. Zielone miasta. I piękne rodzinne biznesy! (polecam ostatni nr Forbesa, i cały rok 2019 – Forbes ma pisać o firmach rodzinnych, wreszcie! ). Mamy mnóstwo innych fantastycznych rzeczy, o jakich piszę poniżej w kolejnych punktach.

 

2.Jedzenie.


Nie wiem, jak to napisać, by było grzecznie. Posłużę się słowami mojej córki, lat 5, której zabroniłam mówić przy posiłku: “ble!” Wówczas Łucja ukuła sobie zwrot: “Mama, to jest niepyszne“.

I każdy wie, przy stole, co to oznacza :D

Zatem, delikatnie mówiąc, jedzenie w USA jest niepyszne.

 

To, co mamy w Polsce – warzywa i owoce z polskich upraw -nasze maliny czy jabłka – o, to jest fenomen! W USA każdy owoc, oprócz bananów i winogron, i arbuzów, był jakiś “niedorobiony”. Nawet – paradoksalnie – borówka amerykańska! Owsianka z kawałkami jabłek smakowała jak guma. Sałatka z jajkiem miała tłusty sos, ledwo wyczułam liścia sałaty lodowej (bo roszponki, rukoli, botwinki, jarmużu, szpinaku – po prostu nie ma).

 

W Stanach je się albo słono, albo słodko. I oczywiście tłusto. Konserwanty są na porządku dziennym, produkty ekologiczne w zwykłych sklepach są nie do znalezienia. Lodówki pełne są półproduktów, których skład odstraszyłby nie tylko mamę małych dzieci, ale także zwykłego faceta, który niewiele wie o jedzeniu, a po prostu nie chciałby się zrobić od tego jedzenia zielony.

 

Na śniadania w hotelach z basenem i podgrzewaną  w nim ciepłą wodą – zatem jakiś tam standard miały – podaje się tylko tosty, odmrażane białe bułki, i dżemy – które nazywa się “jelly”. Kawałków owoców nie znajdziesz w nich za cholerę.

 

I znowu – ja nie narzekam. Jadłam gofry,pizzę, zajrzałam dwa razy do włoskiej knajpy, trochę mieliśmy jedzenia z Polski. Każdy kraj jest jakiś i trzeba to akceptować. Chcę tylko napisać, że nasza kuchnia polska, jak i świadomość wagi jakości pożywienia oraz dostęp do zdrowej żywności – to po prostu jest coś.  Bądźmy dumni z malinowych pomidorów, marchewki z domowego ogródka i soków wyciskanych z buraka na świeżo. Po prostu.

 

3. Ochrona środowiska.


Ten punkt zostawię bez komentarza. U nas za plastiki się płaci. Modne są torby materiałowe. Kwitnie biznes eko.

W Stanach 5 rzeczy w supermarketach pakują do 4 plastikowych torebek (osobno ubrania, chemia, jogurty, owoce). Śniadania je się w hotelach 3* z plastikowych sztućców, pije kawę w plastikowych kubeczkach. Zarówno w Nowym Joru, jak i na Florydzie, w 8 miejscach, w jakich spałam – ten sam problem- TONY PLASTIKU wyrzucanego codziennie przez turystów do dużych, czarnych worków na śmieci. Trudno jeść inaczej, musiałbyś mieć swój własny zestaw talerzy, zabranych z domu.

 

Może ktoś z Was był niedawno w USA i akurat trafił inaczej? Bardzo mnie to ciekawi.

 

Nie mniej jednak:

Polsko – Ty w temacie ochrony środowiska i świadomości recyklingu też masz się całkiem dobrze! Serio.


 

4.Ludzie w USA są bardzo mili.


Tu wielki plus dla Amerykanów. Są bardzo mili. Bardzo.

Starają się pomóc w wielu sytuacjach. Na wszystkie kontakty z nimi, jakie miałam, od wyjścia z samolotu na lotnisku w NYC, po Key West i północną Florydę, przez obsługę metra, wynajem samochodu i zakup lodów – naprawdę wszyscy są bardzo mili.

 

Czarny czy biały. Hindus czy Chińczyk – każdy się uśmiecha. Stara się pomóc. W całym tym zwiedzaniu natknęliśmy się tylko na jedną średnio miłą panią przy odprawie na lotnisku. Może, jak to mówią, wyjątek potwierdza regułę.

 

Pozytywna postaw. Amerykańskie bycie “polite”. To bardzo uderzające jest. Ludzie w metrze sami pomagają dojechać do celu, nie musisz ich pytać. Kiedy nie wiesz, jak dojść do danej atrakcji turystycznej, każdy stara się pomóc. Mają cierpliwość, by to samo tłumaczyć po 2-3 razy. Zagadują. Widać, że optymizm w pierwszym wrażeniu mają po prostu dobrze opanowany.

 

Nie wspomnę o tym, że często pomagają ludzie biedniejsi, tacy, którzy pracują na najniższych stanowiskach. Osoby sprzątające, osoby kontrolujące ruch w metrze, ochroniarze. Naprawdę czują tam sens swojej pracy.

 

I to jest świetne. I to zapamiętam. I to jest warte odnotowania.

 

Dla kontrastu: Dwa dni przed wylotem na urlop prowadziłam szkolenie w Warszawie. Jadąc tam pendolino, słyszę tekst od pani obok, która jedzie w celach służbowych również do Warszawy. Pani ledwo co wsiadła, a komentuje: “Ale ciasno, za takie pieniądze”. Otóż okazało się w trakcie, że ta pani pracuje w zarządzie jednej ze znanych, trójmiejskich firm (!!). I jedzie się szkolić do Golden Tulip 4* w centrum Warszawy. Dzwoniła powiedzieć, że spóźni się na szkolenie – więc usłyszałam,  chcąc nie chcąc.

Zarówno pendolino, jak i prestiż hotelu, powinny zobowiązywać. To są naprawdę dobre warunki podróży służbowej. Ale jak widać, nie dla niej.

 

Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że jako naród ciągle jednak narzekamy. A PO PROSTU NIE WARTO. Szkoda życia. Doceńmy to, co mamy! Bo mamy naprawdę wiele! Stany Zjednoczone, choć piękne i ciekawe, to żaden raj utracony.


 

5. Msza święta odprawiana jest na wesoło.


Cudowne doświadczenie. Byliśmy dwa razy w kościele (o mszy w Katedrze Św. Patryka w NYC jeszcze napiszę), i dwa razy  było to bardzo radosne przeżycie.

 

Ksiądz w Orange City wita się z wiernymi, podaje rękę. Pyta moje dzieci: “Are you ready for church today?”, a sam dodaje “Well, I’m not”. Ale jest kwadrans do mszy i ma jeszcze czas :)

 

Na kazaniu ksiądz opowiada dowcipy, a życząc nam miłej niedzieli mówi: “Idźcie z rodziną napić się Martini”. I może to wyglądać na bagatelizowanie wiary. Nic bardziej mylnego. Pięknie gra podczas całej mszy zespół muzyczny, komunię przyjmuje 80% obecnych w kościele. Przed wejściem na mszę rozdawany jest jej program, spis pieśni, nazwiska osób, które służą do mszy, informacje o konkretnych wersetach z Biblii, jakie będą czytane. Podaje się też informacje o tym, ile zebrano w zeszłym tygodniu na tacy.

 

Po mszy ludzie zostają na wspólne spędzenie czasu na terenie parafii. A samo kazanie? Było o tym, jak wiele zawdzięczamy Bogu, z hasłem przewodnim: “Nie byłbym tutaj, gdyby nie Bóg“. I dodam jeszcze, jak wiele w USA modlitw porusza temat terroryzmu i jak wielkie milczenie obejmuje wówczas kościół. Bardzo czuć wówczas wsparcie wspólnoty.


 

6. Relacja z mamą.


Na koniec napiszę, że pobyt w USA jeszcze bardziej umocnił moją relację z rodziną, szczególnie z Mamą. Wiem, że podróż trwająca ponad dobę nie leży w jej kręgu zainteresowania. Wiem, że spanie w samolocie to nie jej życiowa pasja, ani jazda nowojorskim, co tu dużo mówić – średnio pachnącym – metrem.

Ale wiem, że przeżyła. I wiem, że zrobiła to dla mnie. Zaopiekowała się dziećmi, gdy ja z mężem biegłam maraton. I było to jedno z naszych piękniejszych przeżyć w USA – maraton, podczas którego wiwatuje Ci z polską flagą cała rodzina.

 

Ale o samym maratonie, -o już w kolejnym poście niebawem. Teraz rzuć okiem na inne fotki :)

 

W tle Pomnik Pamięci ofiar zamachu terrorystycznego z 11 września – World Trade Centre.



 

World Trade Centre

World Trade Centre


Z Bykiem z Wall Street, jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli Nowego Jorku.W tej dzielnicy zdecydowanie brak równowagi praca – dom 🙂 A gmach giełdy nowojorskiej OGROMNY! Jak wiele zabytków w Stanach – musi być gigantyczny.



 

Zimnooo… Choć tam w tle Statua Wolności.



 

 

Miami. Piękne, luksusowe promy z basenami na najwyższych pokładach.



 

 

Blue Spring Park. Idealny na spokojny dzień z rodziną, z dala od miasta. Robimy grilla, paląc suche liście palmowe:)



 

Jedno z najładniejszych miejsc na Kubie, czyli Key West. Niedaleko mieszkał Hemingway. Palmy, tropik, czysta woda. Miał, gdzie łapać wenę.



 

 

Plaża w Miami Beach. Bardzo ciepło. Ponad 30 stopni.



 

 

Key West. Jeszcze cieplej. Tylko 90 mil do Kuby. Piękne domki, klimaty kubańskie, cygara i muzyka.



 

 

Słynne budki ratownicze. Pameli Anderson nie spotkałam 🙂 Więcej fotek, także tych z Centrum kosmicznego NASA, pokazuję na spotkaniach prywatnych 🙂



 

 

Artykuł Czego nauczyłam się na urlopie w USA? pochodzi z serwisu Jak prowadzić własną firmę?.


Source: News

nie jestem ze stali. Też mam słabe momenty

Ten post postanowiłam napisać po ostatnim wywiadzie, jakiego udzieliłam dla jednej z biznesowych gazet. Od dziennikarza usłyszałam wiele ciepłych słów. Tymczasem chcę też powiedzieć, że mam swoje słabości, trudne momenty i że często walczę sama z sobą.

 

 

Od 10tych urodzin mojej firmy Personia minął miesiąc. Dla uczestników szkolenia Możesz Więcej Niż Myślisz było to ekscytujące przeżycie, po którym wiele osób składało gratulacje. Jak czytasz Facebooka, przeglądasz Instagrama lub znasz mnie z innych mediów, to możesz myśleć, że taka pozytywna osoba żyje radośnie 365 dni w roku.

 

Jeśli ktoś zamienił ze mną kilka zdań na spotkaniu networkingowym lub na konferencji, albo spędził nawet kilka dni na sali szkoleniowej, też pewnie odniósł wrażenie, że energia i optymizm są ze mną całą dobę.

 

Otóż chcę zapewnić, że NIE JESTEM ZE STALI. Mam, jak każdy człowiek chodzący po tej ziemi, trudne momenty, potrafię ryczeć pół godziny bez przerwy i czuć się bezradna. Wierz mi, że stan ten przypomina bardziej histerię niż racjonalne zachowanie osoby prężnej życiowo.

 

Co robię, gdy mam gorszy moment?


Płaczę. Krzyczę na dzieci. Krzyczę na męża. Potrafię być niezłą zołzą. Rozkazuję. Jestem niemiła. Mam swoje fochy. Leżę w łóżku i nie mogę wstać. Jem coś bardzo niezdrowego, najczęściej z cukrem. Dzwonię do mamy się pożalić, a jeśli nie słucha, to też jestem na nią zła (!). Tak samo z mężem – jak mnie nie wspiera po mojemu, to jemu dostanie się pierwszemu w kolejce. 

 

Dalej lećmy – nie śpię po nocach. Bolą mnie plecy. Narzekam na pracę i to, jak mi ciężko. Umawiam się ze znajomymi, bo liczę, że przy ludziach mi przejdzie, a potem spotykam się z nimi bez humoru i jestem na siebie zła, że w ogóle się umówiłam. Generalnie -> I’m pain in the ass. Dla siebie i oczywiście dla innych.

 

 

I co dzieje się potem?


I tu jest klucz do wszystkiego. Robię wszystko, co powyższe i jeszcze gorzej. Przykładowo w zeszłym roku, po nagłej śmierci kogoś dla mnie w pewien sposób ważnego, płakałam po 22.00 na fotelu, nie mogłam się fizycznie ruszyć i mama przyjechała do mnie z melisą. Miesiąc czasu dochodziłam do siebie i wiedzą to tylko osoby mi bliskie i dziewczyny z biura.

 

Ale:


 

Wiem coś z praktyki, a nie z teorii:


 

JA WIEM, że życie toczy się dalej. WIEM, że płacz i bezradność, krzyki i fochy nikomu nie pomogły. WIEM, że zaburzają pracę mojego organizmu, utrudniają koncentrację, rzutują bardzo negatywnie na cerę i wygląd. WIEM też, że od osoby “trudnej” raczej LUDZIE ODCHODZĄ niż przychodzą. Taka osoba nie jest w żaden sposób sexy do życia. Nie jest w stanie pomóc sobie, nie jest w stanie pomóc nikomu innemu – to czysty egoizm jest, w najgorszym wydaniu, bo oprócz przynoszenia szkody innym, zabija też nasze ciało i naszą psychikę, paradoksalnie właśnie wtedy, gdy się nad sobą i swoim losem egoistycznie użalamy!

WIEM też, że skoro coś się stało, to tak miało się stać, że czuwa nad tym Opatrzność, a ludzie są zbyt mali, by z nią dyskutować.

 

I WIEM to, co mówię, Z PRAKTYKI. Nie z teorii. Mnóstwo ludzi to wie z teorii, ale mało osób stosuje w praktyce. A to jest kolosalna różnica.

 

Po pierwsze, zaufaj, że tak miało się stać.

Po drugie, wyciągnij z tego dobro dla świata. Pisałam trochę na ten temat już tutaj.

A po trzecie: Wyznacz pół godziny na fochy czy krzyki, a nawet cały dzień, jeśli musisz, a potem powiedz DOŚĆ. Jeśli sprawa jest ciężka, to wyznacz miesiąc, ale po miesiącu weź się w garść i powiedz sobie DOŚĆ.

 

Ja zawsze sobie mówię: Możesz ocalić ten dzień. Możesz ocalić jeszcze ten tydzień, jeśli CHCESZ.

Jak wstaję niewyspana którąś noc z rzędu (np. dziś dopiero wychodzę bardzo powoli z jetlaga po powrocie ze Stanów), nie wychodzę z łóżka, dopóki moja głowa nie nabierze pozytywnego nastawienia. Mówię do męża – to autentyk jest – “Łukasz, Ty wstań, bo jak ja teraz wstanę, to was wszystkich pozabijam. Muszę poleżeć chwilę w samotności.”

 

I leżę, i pracuję nad sobą. Dla siebie pracuję. Dla innych pracuję. Bo chcę. Bo chcę spędzać miło moje życie. Bo chcę, by rodzina mnie kochała. Bo chcę być dla kogoś wzorem. 

 

NIE JESTEM ZE STALI. Ale się staram i CHCĘ. Akceptuję swoje negatywne zachowania, ALE NIE POZWALAM im przejąć długofalowej kontroli nad tym, KIM JESTEM.

Artykuł Nie jestem ze stali. Też mam słabe momenty. pochodzi z serwisu Jak prowadzić własną firmę?.


Source: News

sukcesy i porażki 10 lat firmy Personia

Parę dni temu świętowaliśmy nasze 10. Urodziny firmy (fotki poniżej). Co uznałabym za swoje największe sukcesy? Co na największe porażki?



Posta ubogacam zdjęciami z Seminarium “Możesz Więcej Niż Myślisz” Edycja 3.0. (z dnia 20.10.2018). Tutaj obchodziliśmy nasze 10te urodziny. Piękne fotki pochodzą od Ani Osiak.

 

Największe przełomowe sukcesy w mojej firmie Personia to:


 

1. Zmieniamy realnie życie ludzi oraz ich firm .


Bez dwóch zdań. Uczestnicy szkoleń przynoszą nam kwiaty. Piszą długie maile. Wzruszają się. Zmieniają się. Dzięki nam. Wiem to.

 

Kandydaci znajdują dobre miejsca nowego zatrudnienia. A klienci dobrych pracowników. Mamy dobre pomysły doradcze na rozwój wiele firm. Dzięki nam firmy powiększają zyski, porządkują procesy. Zdobywają nowych klientów. Rozwijają się w zakresie szeregu kompetencji miękkich. A finalnie oczywiście – więcej znaczą na rynku i powiększają swoją przewagę nad konkurencją.

 

I choć ktoś może zarzucić, że się chwalę – niech spojrzy proszę na punkt nr 2 i 3 w liście  porażek.

sukcesy i porażki 10 lat firmy

 

2. Moja praca umożliwia lepsze życie mojej rodzinie.


 

To wielki sukces jest. Moja praca tworzy rzeczywistość, w której funkcjonują dzieci, mąż, przyjaciele, bliscy. Wielkim sukcesem jest to, że mam nadal pasję do biznesu, przedsiębiorczości. Że moje dzieci (lat 4 i 5) potrafią same negocjować zakup używanej hulajnogi. Że mamy finanse na to, by spełniać nasze rodzinne marzenia (np. podróż do Stanów Zjednoczonych).  Że przyjaciele dzwonią do mnie po inspirację dotyczącą prowadzenia eventu, jaki sami organizują niebawem w firmie i korzystają z moich 5-minutowych telefonicznych rad.

 

Że mimo tego całego pędu, w jakim żyjemy, mam czas na bycie mamą i żoną. Córką i przyjacielem.

 

Sukcesem jest, że praca mnie nie zabiła. Serio. Jestem “urodzonym pracoholikiem” i to cud jest, że przestałam tyrać po nocach. Że się nie wypaliłam. Że nie mam złego stanu zdrowia, złych nawyków, popsutych relacji z ważnymi dla mnie ludźmi. Bardzo wiele zawdzięczam tutaj Mężowi, bo kilka lat temu NAPRAWDĘ bywało różnie.

 

 

3. Otwieramy sieć franczyzową. Rozwijamy się dynamicznie.


Wreszcie zaczęłam myśleć na wielką skalę. Czy kolejne 10ciolecie firmy przyniesie nam większy rozgłos? Czy będziemy obecni jako firma w 30 miejscach w Polsce? 30 zagranicą? Kto wie. Ale wiem, że sukcesem są pierwsze rozmowy z franczyzobiorcami. I posiadanie marki firmy, która coś w tym kraju już znaczy.

 

Sukcesem jest to, że firma zmieniała lokalizacje. Pierwszy lokal – hmm, moje mieszkanie. Drugi lokal istniał w suterenie. Stałym gościem były w nim żuczki, pająki i inne dziwne owady. Trzeci – wynajęte mieszkanie. Czwarty – też mieszkanie, ale z punktu widzenia zarządzania finansami i naszej rodzinnej atmosfery pracy – to na ten moment jest strzał w dziesiątkę. Kupiliśmy też lepsze sprzęty techniczne (te stare to była i jest masakra). Stać nas na umowy o pracę dla pracowników. W firmie “urodziło się / urodzi się” u naszych pracowników trójka dzieciaków (+ dwójka moich). To są piękne przejawy wzrostu.

sukcesy i porażki 10 lat firmy Personia

sukcesy i porażki 10 lat firmy Personia



 

4.  Najlepszy na świecie – Zespół.


Bez Dziewczyn w Personii byłabym pusta. One ogarniają mnóstwo spraw, kiedy ja jestem na scenie. Gdy piszę tego posta. Gdy sama nie mam siły lub wiedzy, by czymś tam się zająć.

 

W Zespole jest siła. A w TYM zespole jest też wsparcie jak w najlepszej rodzinie. Jest prawda. Jest uczciwość. Jest zaufanie. Jest miejsce na płacz i śmiech. Jest miejsce na błędy i spektakularne sukcesy. Jest miejsce na prawdziwe życie.

 

sukcesy i porażki 10 lat firmy Personia

sukcesy i porażki 10 lat firmy Personia



 

5.  Obsługujemy najlepsze i najpopularniejsze firmy świata. I nie tylko.


Wielkim sukcesem są marki firmy, które z nami pracują. Nazwiska osób – naszych Klientów, rozpoznawalnych w całej Polsce. Brandy ogólnoświatowych firm. Placówki administracji państwowej najwyżej postawionej w tym kraju.

 

I piękne jest to, że oferując produkty dla TAKIEGO RYNKU , mamy też ofertę dla firm średnich, małych i mikro. Że możemy pomóc tym, których budżety są znacznie mniejsze. Ale których praca jest równie ważna dla społeczeństwa.

 

To wielki sukces jest. Być na tyle profesjonalnym, że możemy dotykać gwiazd, i na tyle ludzkim, że możemy pomóc prawie każdemu najmniejszemu przedsiębiorcy.

 

sukcesy i porażki 10 lat firmy Personia

 

 

 

Największe porażki / fuck upy w historii firmy:

1.Popełniłam bankruta.


Prowadziłam 6 lat klub fitness, który po zajściu przeze mnie w drugą ciążę okazał się totalnie nierentowny. Historia jest taka, że nie mogłam już ćwiczyć fizycznie jako instruktor i musiałam zatrudnić więcej kadry.

 

Klub przynosił straty regularnie co miesiąc, ale nie to było problemem. Problemem było to, że:

(1) cały rok czasu nie miałam odwagi go zamknąć.

Bałam się, że zostanie to źle przyjęte przez moich znajomych czy klientów. I panicznie bałam się tego, czy teraz ktoś nie uzna mnie za ofiarę. To był jeden z najbardziej absurdalnych lęków w moim życiu.

 

Po zamknięciu fitnessu wszystko było lżejsze, łatwiejsze i co ważne – dziś uważam to za cenną lekcję, która bardzo pomaga mi prowadzić konsultacje doradcze czy coachingi dla innych szefów firm.

 

(2) nie potrafiłam tworzyć firmy beze mnie.

Nie układałam procesów tak, by firma przetrwała bez mojej wiedzy, czasu i zaangażowania. To był bardzo duży błąd, który popełniałam te 6 lat. Jeśli jako szef firmy stawiasz wszystko na swojej osobie, to jest katastrofa dla firmy. I katastrofa dla Ciebie.

 

2.Ignorowałam rolę budowania marki wokół nazwiska i nazwy firmy.


W tym nie byłam nigdy super dobra, ale uczę się i doskonalę. Kiedyś bliska mi osoba powiedziała do mnie “Marta, ale masz parcie na szkło”. To było wtedy, gdy jakiś dziennikarz napisał o mnie wzmiankę na Trójmiasto.pl . Było to zupełnie darmowe.

 

Tak się tym przejęłam, nie tym artykułem, który był świetny, ale tą uwagą. Zabolało mnie to. Nie chciałam, by ktoś myślał, że płacę za dobre opinie albo za artykuły w prasie o moje firmie. Ta głupia – teraz to wiem – uwaga szła ze mną kilka dobrych lat, zanim się na nowo ośmieliłam. Zdecydowanie za długo czekałam.

 

Teraz wiem, że warto dobrze o sobie pisać i że PR jest ważny. I choć nie płacę za te usługi nadal, i to się raczej nie zmieni, to wiem, że proszenie ludzi o wystawienie komentarzy o naszych usługach czy moich działaniach dla klientów jest doskonałą formą rzetelnego informowania rynku o tym, jacy jesteśmy.

 

A jak trafi się zły komentarz? Świetnie. Mamy nad czym pracować i doskonalić się. Nikt nie jest idealny i konstruktywna krytyka jest zwyczajnie potrzebna.

 

sukcesy i porażki 10 lat firmy Personia

 

 

3. Nie świętowałam sukcesów.


Jak zrobiłam coś dobrze, leciałam do kolejnego działania. Wydawało mi się, że tak trzeba. Nie byłam pod tym względem dobrym liderem dla pracowników. Nie doceniałam ich pracy. Nie potrafiłam powiedzieć: “Teraz weź wolne, bo na nie zasłużyłaś. Poza tym w zamrażalce czekają lody – to specjalnie DLA CIEBIE”.

Mówiłam: “Świetnie Ola. Proszę wyślij maila i zadzwoń tu i tu” –> kolejne zadania przecież czekały.

To duży błąd był przez wiele lat. Mi nie budował samooceny. Nie budował ducha pracy zespołowej. Byłam wiecznie wymagająca. A po zrobieniu zadania – było ono odhaczone. I nikt z zespołu nie mógł należycie budować dumy z tego, co osiągnął.

 

 

sukcesy i porażki 10 lat firmy Personia

 

4. Nie liczyły się dla mnie pieniądze.


Pewnie to Cię zwali z nóg. Ale dla mnie naprawdę nie liczyły się kiedyś pieniądze. Robiłam swoją pracę najlepiej, jak umiem. Ale nie potrafiłam wywalczyć lepszego wynagrodzenia za realizowane projekty. Nie byłam stanowcza i nie wierzyłam, że “z taką cerą i w takim stroju” zasługuję na więcej profitów finansowych.

 

Mężczyźni – choć nie wszyscy – potrafią się bardzo cenić. Ostatnio rozmawiałam z jednym z nich i poprosiłam o drobną przysługę. I usłyszałam od niego pytanie: “Ile dostanę za to hajsu” – to cytat.

 

W życiu nie przyszłoby mi do głowy, by tak komuś odpowiedzieć przy takiej sprawie. Nie neguję tego kolegi. Mówię tylko, że kobietom rzadziej do głowy przychodzą takie pomysły. Boimy się etykietki “materialistka”.

 

Za to wybieramy etykietkę “ofiary” czy “pionka w grze”. Wiem, co mówię, bo tak właśnie robiłam przez 6 lat prowadzenia firmy. Teraz mówię otwarcie i nie wstydzę się: konsultacje kosztują u mnie minimum 500 zł netto za godzinę (i cena wzrośnie). Ich jakość ocala rok – dwa pracy klienta. Jestem z tego dumna. Bo nie mam się czego wstydzić. Moją pracę, kompetencje miękkie i merytoryczne oraz zaangażowanie można bardzo łatwo zweryfikować.

 

sukcesy i porażki 10 lat firmy Personia

sukcesy i porażki 10 lat firmy Personia



 

5. Więcej rzeczy mi się nie udało, niż udało.


Dla kogoś to mogą być drobnostki. Dla mnie nie były. Dwa razy zatrudniłam złą osobę do pracy. Straciłam kiedyś przez to 1/4 włosów na głowie. Wypadły z dnia na dzień (serio!!!!). To jest możliwe. Taki był stres. To było straszne. Naprawdę straszne.

 

Innym razem, gdy byłam w 9tym miesiącu ciąży, klient tak mnie opieprzył telefonicznie o 20.00 za pewien błąd w sztuce (po części miał rację, ale po części), że następnego dnia byłam na porodówce.  Dziecko było zagrożone. Poród był w terminie – był to pierwszy dzień 38.tygodnia ciąży. Ale ja wiem, że urodziłam przez niego. Nie powinnam była tak długo pracować w ciąży. Nie powinnam była odebrać tego telefonu – tym bardziej o 20.00. I nawet napiszę, że chyba nie powinnam była obsługiwać w ogóle takiego pieniacza.

 

Popełniłam też wiele błędów w relacjach z bliskimi, przyjaciółmi, pracownikami (byłymi i obecnymi), dostawcami i klientami. To dobry moment na to, by im powiedzieć PRZEPRASZAM.

 

Zaczynam nowe 10 lat. TRZYMAJCIE ZA NAS KCIUKI. JA TRZYMAM ZA WAS <3

 

sukcesy i porażki 10 lat firmy Personia

 

 

 

 

 

Artykuł 5 sukcesów i 5 porażek na mojej 10letniej liście jako szefa firmy. pochodzi z serwisu Jak prowadzić własną firmę?.


Source: News

czego nauczyłam się przez 10 lat prowadzenia firmy

Wczoraj dokładnie moja firma miała 10 lat. W tym poście dzielę się wiedzą, jaką pozyskałam przez te 10 ostatnich lat. NIEBANALNĄ WIEDZĄ.

 



Firmę zarejestrowałam 15 października 2008r. A rozpoczęłam działalność dzień później, w 30 rocznicę Pontyfikatu Jana Pawła II. Wielka data to dla mnie z wielu względów. I WIELKA NAUKA. Teraz podzielę się z Tobą tym, czego przez te 10 lat nauczyłam się o biznesie, o sobie, o życiu.

 

Czego nauczyłam się przez 10 lat prowadzenia firmy?


Kolejność punktów nie ma tu  specjalnego znaczenia :)

 

1.Firma to narzędzie, i praca to narzędzie.


Narzędzie służące do tego, byśmy byli kim chcemy, z kim chcemy, jak chcemy. Prowadzenie firmy i robienie kasy nie może być celem samym w sobie. To jest tylko narzędzie.

 

Ktoś, kto spędzał w pracy po 12 – 16 godzin, tak jak ja w pierwszych latach działalności, popełnia duuuży błąd. Musimy mieć życie obok firmy. NIEZALEŻNIE OD FIRMY.

Musimy mieć znajomych spoza firmy. Pasje i marzenia dotyczące nas samych i bliskich, a nie tylko cele służbowe. Jeśli tak będzie, prowadzenie firmy może świetnie wpisywać się w Twój sposób na życie (to modne słowo “lifestyle”!).

Więcej na ten temat możesz przeczytać np. tutaj:

O: pieniądzach i o rolach szefa w firmie.

 

2.Prowadzenie firmy jest szkołą życia, w której porażka jest NORMALNĄ RZECZĄ.


Jest to droga pełna wybojów.  Czasami miła, czasami wkurzająca. Ale na pewno jest to droga PEŁNA PORAŻEK, niejako wkomponowanych w ścieżkę kariery każdego przedsiębiorcy.

 

Jeśli chcesz prowadzić biznes, musisz przyjąć z pokorą, że część Twoich działań nigdy nie wypali. Część Twoich marzeń i entuzjastycznych pomysłów przyniesie Ci same problemy. Może po drodze nieraz zostaniesz bankrutem. Może stracisz nieraz wiarę w siebie. Może część znajomych odsunie się od Ciebie.

 

Ja nie straszę, bo kocham biznes. Kocham Personię i wiem, że nie mogłabym robić nic innego na świecie. Ale przez te 10 lat nauczyłam się jak nigdy wcześniej, że porażki się akceptuje. Jeśli zaczynasz, to akceptuj 9 porażek na 10 działań. Np. 9 nieudanych telefonów i 1 telefon pozytywny, gdzie ktoś był miły.

 

Jeśli masz doświadczenie i pewne wyczucie rynku / klienta/ pracownika itp. , to pewnie porażki się zmniejszą i pozostaną tak w skali 5/10. Ale nigdy nie oczekuj, że one Cię jakoś szczęśliwie ominą.

Teraz ważne  – patrz punkt 3.

 

3. Każda porażka to szansa.


Jak długo żyję, to wielkaaaa prawda o biznesie jest. Klient odmówił zakupu produktu? Zapytaj “dlaczego?”. Może udoskonali Twój serwis. Dobry pracownik złożył wypowiedzenie w okresie sezonu sprzedażowego w Twojej branży? Być może zmusi Cię do optymalizacji procesów i automotyzacji pracy przez zakup maszyny.

 

MYŚL CZŁOWIEKU, czego masz się nauczyć z danej porażki i JAK JĄ WYKORZYSTAĆ.

 

Dam konkretne przykłady:

Gdy rekrutujemy kandydatów do pracy, a klienci opóźniają się z decyzją o ich zatrudnieniu, bardzo łatwo stracić ciekawe kandydatury. Kilka razy tak właśnie było.

 

Teraz wiemy, by uprzedzać klientów o atrakcyjności danego kandydata i tym samym SZYBCIEJ NIŻ WCZEŚNIEJ zamykamy rekrutację. Takich przykładów jest mnóstwo. Patrz na porażki, co więcej – dziękuj za porażki. ONE MIAŁY CIĘ CZEGOŚ NAUCZYĆ I MIAŁEŚ JE NATYCHMIAST PRZEROBIĆ NA DOBRO.

 

4.Większość ludzi wokół Ciebie potrzebuje większej troski i uwagi, niż myślisz.


Dotyczy to pracowników, klientów, dostawców.

 

Pracownicytrzeba regularnie być przy nich. Być z nimi. To Twoje najsilniejsze ogniwo. Trzeba o nich dbać tak po ludzku – mówię zarówno o docenieniu na bieżąco, jak i zwróceniu uwagi na bieżąco, gdy robią coś źle.

 

Wiele firm straciło renomę, nie dlatego, że zepsuł się ich produkt, ale dlatego, że zepsuły się od środka. Mocna firma od środka, daje wolniejsze sukcesy na zewnątrz (bo zanim obsłuży klienta naprawi konflikt wewnętrzny), ale daje STABILNE SUKCESY. Pracownicy mogą być Twoim wielkim wsparciem – nie tylko zawodowo, ale i prywatnie.

 

U mnie tak jest – nie dlatego, że ja jestem super. Absolutnie. Ale dlatego, że oni mają przestrzeń w firmie, by pokazać, jak bardzo sami są super.

 

W tym miejscu chcę bardzo podziękować tym wszystkim, którzy przez te 10 lat pomagali mi tworzyć piękną markę i robić piękne rzeczy w ramach firmy. Nieoceniona jest rola Anity i Zuzanny, które razem ze mną budują firmę Personia od kilku lat.

 

Klienci i dostawcy – zawsze możesz coś dla nich zrobić lepiej. I nie chodzi o to, że będziesz lepiej negocjować (!). Nie chodzi o to, że będziesz siebie czy ich porównywał z konkurencją, co bywa niesmaczne. Chodzi o to, że dopóki się z nimi rozmawia – tak samo o pozytywach, jak i o negatywach, dopóki jest dialog, wszystko może się ułożyć.

 

NIGDY NIE PAL MOSTÓW. Dziś Twój klient jest na “nie” i macie konflikt. Jutro on może być Twoim partnerem po drugiej stornie stołu. Biznes w wielkich kategoriach nie jest dla ludzi, którzy chcą się odgrywać i są nieskończenie pamiętliwi. Choć tak – oczywiście – troska o klientów czy troska o dostawców – wymaga pewnej dozy asertywności. Patrz punkt 5.

 

5.Szanuj siebie.


O ludzie!! Co to za punkt jest!! Absolutnie szanuj siebie! Jeśli cokolwiek uwłacza Twojej godności, nie toleruj tego.

 

Tego firma nauczyła mnie bardzo. A dotyczy to:

–> odpowiednich cen (nigdy nie zaniżaj cen! NIGDY!!!)

–> odpowiedniego traktowania na spotkaniach (nie toleruj notorycznych braków przygotowania, spóźnień, niemiłych odzywek, uników)

–>braku wywiązywania się z zobowiązań (czy to małych, czy to dużych; czy to zawartych w umowie pisemnej, czy tylko wypowiedzianych słownie); WYMAGAJ OD LUDZI

–>wysypiaj się, odpoczywaj i dbaj o siebie zdrowotnie, duchowo, mentalnie. Przebywaj z właściwymi ludźmi. Uprawiaj sport. Jak jesteś przemęczony, rzuć wszystko w cholerę i weź wolne. I teraz ważne (!) – przeczytaj ten punkt sto razy, jeśli czujesz, że choć trochę pasuje do Ciebie. Od Twojego zdrowia, nastawienia psychicznego, od Twojego poziomu energii zależy CAŁA FIRMA. Nie zawiedź jej.

 

6. Myśl wielkimi kategoriami.


Twórz od razu wielką firmę. W głowie, ale i w systemach zarządzania, w robieniu porządków, w uczeniu się wizyjnego mówienia do ludzi. Ja teraz tworzę sieć franczyzową (zapraszam chętnych do kontaktu) , ale zajęło mi kilka dobrych lat nauczenie się myślenia o skalowaniu biznesu. Jeśli tak jak ja kiedyś, czujesz się w tym słaby, warto zapłacić pieniądze i kupić kilka szkoleń, a nawet na te szkolenia pojeździć po świecie. Zapłacić lepszemu komuś, by otworzył Ci biznesowe oczy. Jeśli tysiąc złotych wydane na odpowiednie szkolenie ocala Ci miesiąc pracy – warto. Jeśli 5 tysięcy złotych ocali Ci rok czy pół roku – warto. Nie bój się płacić. Ja jeżdżę od kilku lat i uważam to za jedną z najlepszych biznesowych inwestycji. Inwestycji w SIEBIE.

 

7.Nie wszyscy będą Cię kochać i wspierać.


Ale Ci co będą – warci są Twojej uwagi w każdej minucie, gdy oni Ciebie potrzebują. Żaden kontakt biznesowy za miliony euro nie odbuduje relacji, jaką z kimś bliskim możesz mieć na co dzień przez lata. W biznesie zawsze najpierw ludzie, a potem pieniądze.

Zresztą moje ulubione hasło dotyczące pieniędzy brzmi: Pieniądze są efektem ubocznym dobrze wykonanej pracy. Pracuj zatem dobrze.

 

8. Nie ma znaczenia, kto kim jest i gdzie teraz jest.


Wiele biznesowych deali zrobiłam “przez przypadek”. Czasem poleci mnie Pani sprzątająca. Czasem sąsiadka, co wychowuje małe dziecko i nic zawodowo obecnie ze swym życiem nie robi. Nie zawsze trzeba znać prezesów czy wybitnych specjalistów, by móc robić biznes. Czasem wystarczy powiedzieć o swoim problemie nauczycielce z przedszkola.

Teraz np. w Personii szukamy sprzedawców ze znajomością j. szwedzkiego. Pytam się zatem prawie każdego, czy mógłby kogoś polecić. To jest jedna z najlepszych metod budowania marki i bycia efektywnym. Prosić o pomoc. Wbrew pozorom – ludzie chętnie pomagają, jeśli dasz im szansę i umiesz za tą pomoc zwyczajnie podziękować.

 

Po więcej wiedzy – przyjdź na moje Seminarium Możesz Więcej Niż Myślisz! Edycja 3.0. Ostatnie bilety jeszcze w sprzedaży.

 

Artykuł Czego nauczyłam się przez 10 lat prowadzenia firmy? pochodzi z serwisu Jak prowadzić własną firmę?.


Source: News

Copyright ©2017 Personia Marta Woźny-Tomczak | Polityka Prywatności