fbpx

Nie jestem ze stali. Też mam słabe momenty.

Nie jestem ze stali. Też mam słabe momenty.

nie jestem ze stali. Też mam słabe momenty

Ten post postanowiłam napisać po ostatnim wywiadzie, jakiego udzieliłam dla jednej z biznesowych gazet. Od dziennikarza usłyszałam wiele ciepłych słów. Tymczasem chcę też powiedzieć, że mam swoje słabości, trudne momenty i że często walczę sama z sobą.

 

 

Od 10tych urodzin mojej firmy Personia minął miesiąc. Dla uczestników szkolenia Możesz Więcej Niż Myślisz było to ekscytujące przeżycie, po którym wiele osób składało gratulacje. Jak czytasz Facebooka, przeglądasz Instagrama lub znasz mnie z innych mediów, to możesz myśleć, że taka pozytywna osoba żyje radośnie 365 dni w roku.

 

Jeśli ktoś zamienił ze mną kilka zdań na spotkaniu networkingowym lub na konferencji, albo spędził nawet kilka dni na sali szkoleniowej, też pewnie odniósł wrażenie, że energia i optymizm są ze mną całą dobę.

 

Otóż chcę zapewnić, że NIE JESTEM ZE STALI. Mam, jak każdy człowiek chodzący po tej ziemi, trudne momenty, potrafię ryczeć pół godziny bez przerwy i czuć się bezradna. Wierz mi, że stan ten przypomina bardziej histerię niż racjonalne zachowanie osoby prężnej życiowo.

 

Co robię, gdy mam gorszy moment?


Płaczę. Krzyczę na dzieci. Krzyczę na męża. Potrafię być niezłą zołzą. Rozkazuję. Jestem niemiła. Mam swoje fochy. Leżę w łóżku i nie mogę wstać. Jem coś bardzo niezdrowego, najczęściej z cukrem. Dzwonię do mamy się pożalić, a jeśli nie słucha, to też jestem na nią zła (!). Tak samo z mężem – jak mnie nie wspiera po mojemu, to jemu dostanie się pierwszemu w kolejce. 

 

Dalej lećmy – nie śpię po nocach. Bolą mnie plecy. Narzekam na pracę i to, jak mi ciężko. Umawiam się ze znajomymi, bo liczę, że przy ludziach mi przejdzie, a potem spotykam się z nimi bez humoru i jestem na siebie zła, że w ogóle się umówiłam. Generalnie -> I’m pain in the ass. Dla siebie i oczywiście dla innych.

 

 

I co dzieje się potem?


I tu jest klucz do wszystkiego. Robię wszystko, co powyższe i jeszcze gorzej. Przykładowo w zeszłym roku, po nagłej śmierci kogoś dla mnie w pewien sposób ważnego, płakałam po 22.00 na fotelu, nie mogłam się fizycznie ruszyć i mama przyjechała do mnie z melisą. Miesiąc czasu dochodziłam do siebie i wiedzą to tylko osoby mi bliskie i dziewczyny z biura.

 

Ale:


 

Wiem coś z praktyki, a nie z teorii:


 

JA WIEM, że życie toczy się dalej. WIEM, że płacz i bezradność, krzyki i fochy nikomu nie pomogły. WIEM, że zaburzają pracę mojego organizmu, utrudniają koncentrację, rzutują bardzo negatywnie na cerę i wygląd. WIEM też, że od osoby “trudnej” raczej LUDZIE ODCHODZĄ niż przychodzą. Taka osoba nie jest w żaden sposób sexy do życia. Nie jest w stanie pomóc sobie, nie jest w stanie pomóc nikomu innemu – to czysty egoizm jest, w najgorszym wydaniu, bo oprócz przynoszenia szkody innym, zabija też nasze ciało i naszą psychikę, paradoksalnie właśnie wtedy, gdy się nad sobą i swoim losem egoistycznie użalamy!

WIEM też, że skoro coś się stało, to tak miało się stać, że czuwa nad tym Opatrzność, a ludzie są zbyt mali, by z nią dyskutować.

 

I WIEM to, co mówię, Z PRAKTYKI. Nie z teorii. Mnóstwo ludzi to wie z teorii, ale mało osób stosuje w praktyce. A to jest kolosalna różnica.

 

Po pierwsze, zaufaj, że tak miało się stać.

Po drugie, wyciągnij z tego dobro dla świata. Pisałam trochę na ten temat już tutaj.

A po trzecie: Wyznacz pół godziny na fochy czy krzyki, a nawet cały dzień, jeśli musisz, a potem powiedz DOŚĆ. Jeśli sprawa jest ciężka, to wyznacz miesiąc, ale po miesiącu weź się w garść i powiedz sobie DOŚĆ.

 

Ja zawsze sobie mówię: Możesz ocalić ten dzień. Możesz ocalić jeszcze ten tydzień, jeśli CHCESZ.

Jak wstaję niewyspana którąś noc z rzędu (np. dziś dopiero wychodzę bardzo powoli z jetlaga po powrocie ze Stanów), nie wychodzę z łóżka, dopóki moja głowa nie nabierze pozytywnego nastawienia. Mówię do męża – to autentyk jest – “Łukasz, Ty wstań, bo jak ja teraz wstanę, to was wszystkich pozabijam. Muszę poleżeć chwilę w samotności.”

 

I leżę, i pracuję nad sobą. Dla siebie pracuję. Dla innych pracuję. Bo chcę. Bo chcę spędzać miło moje życie. Bo chcę, by rodzina mnie kochała. Bo chcę być dla kogoś wzorem. 

 

NIE JESTEM ZE STALI. Ale się staram i CHCĘ. Akceptuję swoje negatywne zachowania, ALE NIE POZWALAM im przejąć długofalowej kontroli nad tym, KIM JESTEM.

Artykuł Nie jestem ze stali. Też mam słabe momenty. pochodzi z serwisu Jak prowadzić własną firmę?.


Source: News

Comments (1)
Iza

Czekałam na takie słowa. Zawsze na nie czekam od osób "takich jak Ty". Nie po to, żeby się ponaśmiewać, nie po to, żeby poczuć się samemu lepszym.
Takie słowa są największym tchnieniem w siłę. Bo siła nie pochodzi od siły, siła pochodzi od słabości. A miarą siły jest różnica, odległość miedzy słabością, a siłą. Siła i siła mają zerową odległość.
Dziękuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyright ©2017 Personia Marta Woźny-Tomczak | Polityka Prywatności